Rowerem dookoła Korony Karola – Karlskrona

Pomorze to raj dla miłośników Skandynawii. Dlaczego? Na północ kontynentu jest stąd blisko. Połączeń lotniczych wiele.

Kiedy Port Lotniczy w Gdańsku ogłasza nowy kierunek, można na 95% przypuszczać, że będzie to jeden z krajów nordyckich. Poza tym na drugą stronę Bałtyku można dostać się promem. Na ten środek transportu zdecydowałem się tym razem.

Plan wyjazdu podsumowałbym krótko- 3 x Nie.

Nie samolotem, a statkiem. Nie z Żoną, a z Maćkiem (kolegą z pracy). Nie samochodem czy komunikacją miejską, a rowerem. Tak wyglądała wyprawa do „Korony Karola” czyli szwedzkiej Karlskrony.

Parostatkiem w piękny rejs

Gdyby moje podróże na pokładzie statku przenieść na płaszczyznę sportową, to śmiało przegrywałbym 2:0. Próby kursów z Kołobrzegu w kierunku Bornholmu oraz Łeby po falach Bałtyku zakończyły się szybkimi nokautami. Zaraz po wypłynięciu z polskich portów, przyklejałem się do burty, by znaczyć trasę nie tak dawno zjedzonym posiłkiem. Nad głową kibicowało mi stado skwirczących mew szmieszek, które swoimi skrzydłami biły brawa.

Mimo wszystko, postanowiłem łatwo się nie poddać. Po latach zdecydowałem się na kolejny pojedynek. Jak to mówią – do trzech razy sztuka.

„Stena Line” cały czas wabi promocjami. Na jedną z nich skusiliśmy się i my. Ja i kolega z pracy Maciek. Cena za osobę w 2-osobowej kabinie + przewóz roweru wynosiła – 158.50 zł.

Program zakładał wieczorne wtorkowe wypłynięcie z Gdyni o 21:00 i przypłynięcie do Karlskrony w środę o godz. 7:30. Kilkanaście godzin jazdy i zwiedzania. Następnie powrót z Karlskrony w środę o 21:00 i przypłynięcie o 7:30 w czwartek do Portu w Gdyni.

Wtorek. Punkt zbiórki – Gdynia Główna.

Podróż zaczęła się delikatnie mówiąc nie po naszej myśli. Pachniało 3:0. Zanim dojechaliśmy rowerami z Gdyni Głównej do Gdyńskiego Portu, to na Maćka koncie była już wymiana dętki, a na moim – zmiana odzieży, przemoczonej ze względu na ulewę. Towarzyszył nam też silny wiatr.

Na „pocieszenie” w gdyńskim terminalu okazało się, że na suszenie ciuchów będę miał dodatkowe 2 godziny, gdyż ze względu na złe warunki atmosferyczne (sztorm) prom wypłynie z 120 minutowym opóźnieniem. Nieźle się rozpoczęło.

Na szczęście odprawa w kiosku znajdującym się w Gdyńskim Porcie, wjazd na statek oraz montaż rowerów na lawecie przebiegły bezproblemowo. Plusem dla „Steny” jest aktualizowanie online, czasu ewentualnego „poślizgu”.

Kajuta

Na pokładzie promu Stena Vision mieliśmy dużo czasu, by zmodyfikować naszą rowerową trasę podróży. Ale co tu zrobić, jeśli dojdzie kolejne opóźnienie? Rozpatrywaliśmy możliwe scenariusze.

Podczas rejsu bujało niemiłosiernie. Chodząc po statku miałem nogi jak z waty. Walczyłem by nie przegrać następnego pojedynku. Leżenie + Aviomarin + napój o bursztynowej barwie zdawały się być jedynym antidotum. Dobrze, że Maciek miał zapas leku. Budząc się w nocy miałem wrażenie, że dotykam głową sufitu. Czułem się jakbym jechał na rozpędzonej kolejce górskiej. Tak kołysało.

O poranku było już spokojniej, usłyszeliśmy jednak komunikat o kolejnym opóźnieniu. Szczególnie nas to nie zaskoczyło. W głowie jednak była złość, iż nasz krótki pobyt i tak musimy uszczuplić o następne minuty.

Na godzinę przed dopłynięciem opuściliśmy kajutę. Wreszcie po godz. 10:00 byliśmy na miejscu.

Kolejne trzy kwadranse zajęło nam oczekiwanie na rowery i pozostawienie plecaków w bagażowni szwedzkiego terminalu. Chętnych z torbami było wielu. W przeciwieństwie do ilości skrzynek depozytowych. Dla podtrzymania passy okazało się, że nasza była uszkodzona (wcześniej „połknęła” 20 koron). Po konsultacji z pracownikiem informacji zostawiliśmy bagaż w specjalnym pokoju/schowku.

Także, jeśli nie uda Wam się wygrać walki o szafkę, to na spokojnie poproście o możliwość zostawienia rzeczy we wspomnianym miejscu.

Poza tym, w terminalu znajduje się m.in rozmieniarka pieniędzy i automat do kupna biletów autobusowych.

Kiedy wszyscy zmotoryzowani i korzystający z komunikacji miejskiej dojechali już do centrum Karlskrony, wtedy z promu wyjechała laweta z rowerami. Najważniejsze, że czułem się dużo lepiej.

Pogoda zmieniła się niczym kolor mojej skóry. Na mym ciele przestała dominować bladość. Mimo silnego wiatru, zza chmur zaczęło przebijać się słońce. Dobry znak. To był ciężko wywalczony punkt, w wewnętrznym pojedynku z promami, przegrywałem już tylko 1:2.

Plac Gdyński

Region Karlskrony (Blekinge) to idealne miejsce dla miłośników dwóch kółek. Tras rowerowych jest tu do wyboru do koloru. Dosłownie, gdyż oznaczone są strzałkami o różnych barwach. I tak:

Biała – o długości 35 km obejmuje Karlskronę wraz z twierdzą Drottnigsskär na wyspie Aspö,

Żółta (trekkingowa) 60 km, przebiega przez lasy i pojezierze położone na północ od Karlskrony (kąpieliska w Mörtsjön i Älmtasjön ),

Niebieska, 60 km – biegnie przez archipelag położony na zachód od Karlskrony. Podziwiać tam można m.in. cmentarzysko z epoki wikingów w Hjortahammar, średniowieczny kościół w Nättraby, twierdzę Västra Hästholmen czy rezerwat na wyspie Almö,

Różowa, 70 km – wytyczona jest w kierunku leżącego na wschód od Karlskrony –  Półwyspu Torhamn z rezerwatami, punktami widokowymi i rysunkami naskalnymi w Möckleryd,

Zielona, 75 km prowadzi przez archipelag wysp Senoren – Sturkö – Tjurkö położonych na wschód od Karlskrony. Uwagę na tej trasie przykuwa most Möcklöbron, kamieniołom w Tjurkö oraz twierdza Kungsholmen,

Pomarańczowa, 125 km mknie (w kierunku miasta Kalmar) wśród północnego pojezierza Karlskrony między dolinami rzek Nättrabyån i Lyckebyån oraz miejscowością nadmorską Kristianopel.

Jeżeli macie chęć jazdy rowerem w większym towarzystwie, to polecam grupową imprezę dla kolarzy – „Rowerowe Potopy AZS” organizowaną cyklicznie przez „Stena Line”.

Szczegóły wydarzenia oraz wspomniane trasy znajdziecie na Rowerowy potop.

Wracając do naszego wyjazdu. Ponad 3 godziny poślizgu zmusiły nas do zmodyfikowania pierwotnego planu. Wykreśliliśmy Petroglify z Möckleryd (wykuty w skale szereg znaków sprzed 3000 lat) oraz wizytę w malowniczym miasteczku Ronneby.

Ruszyliśmy na zachód w kierunku Cmentarzyska wikingów w Hjortahammar. Niebieskie strzałki niczym te jak z gry w „podchody” prowadziły nas do celu.

Mimo wszystko warto mieć włączoną nawigację, internet czy zgraną trasę by się nie zagalopować.

Po drodze, zaraz obok Portu, zatrzymaliśmy się przy ruinach dawnego duńskiego zamku z XV w., regularnie plądrowanego i niszczonego podczas wojen szwedzko-duńskich. Los nie był dla niego łaskawy. Finalnie rozebrany. Jego kamienie posłużyły do ​​wzmocnienia fortyfikacji w położonym niedaleko Kristianopel.

Po około 20 km jazdy dojechaliśmy do cmentarza wikingów w Hjortahammar. Na ozie (podłużnym wale tworzącym półwysep), podziwiać można 120 kamieni symbolizujących miejsce pochówku dawnych mieszkańców osady. Więcej grobów znajduje się jednak pod powierzchnią. Najstarsze z nich datuje się na ok. 0–400 r. naszej ery. Najmłodsze natomiast powstały ok. 700–1050 r. n.e. Uwagę przykuwają najwyższe z obelisków (menhiry) ustawione w formie kręgów. W czasach wikingów – Hjortahammar było ważnym ośrodkiem portowym oraz rolniczym.

Po chwili odpoczynku, pojechaliśmy w kierunku „Korony Karola” czyli Karlskrony. Nazwa miasta wzięła się od imienia założyciela – Króla Karola XI oraz słowa krone (korona).

To tu w XVII w. skandynawski władca przeniósł ze Sztokholmu, bazę szwedzkiej marynarki wojennej. Decyzja uwarunkowana była obawą przed ewentualną wojną z Danią oraz powtarzającym się problemem stołecznej floty, z pokonaniem zamarzniętego (w okolicach Sztokholmu) zimą Bałtyku.

Po przejechaniu około 20 km dotarliśmy do stolicy regionu BlekingeKarlskrony. Wiele  jej zabytków wpisanych jest na listę UNESCO.

Naszym pierwszym przystankiem był znajdujący się na wzgórzu Bryggareberget – punkt widokowy. Po drodze minęliśmy znajdujące się w budynku po starym browarze (Tyska Bryggaregården) – centrum konferencyjne.

Kolejnym naszym celem były okolice byłego Targu Rybnego (Fisktorget). O funkcji jaką dawniej pełnił plac, przypomina pomnik rybaczki (Fiskgumman).

W sąsiedztwie znajdziemy Muzeum regionu Blekinge (Blekinge Museum), Hotel Scandic, przystań oraz niewielką wysepkę  – Stakholmen. Szkier stanowi warty uwagi punkt widokowy. Dodatkowo fani militariów znajdą tu pozostałości dawnego stanowiska artyleryjskiego.

Kolejnych kilka machnięć nogami doprowadziło nas do Björkholmen (Brzozowe wzgórze).  Osiedle zdobią tradycyjne skandynawskie domki pochodzące z XVIII i XIX w.

Kolorowe budynki przeznaczone były dla pracowników pobliskiej stoczni oraz marynarzy. Sam rewir cieszył się złą sławą. Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Stara zabudowa nabrała blasku.

Dziś barwne i wąskie uliczki Björkholmen przyciągają najbogatszych. Domki są symbolem prestiżu i zarazem jednym z najdroższych „adresów” w Karlskronie.

Jadąc po brukowanych ulicach miasta dotarliśmy do jego serca, na Wielki Rynek (Stortorget).

Znajduje się tu m.in.

Vattenborgen – dawna wieża ciśnień, nazywana „Zamkiem Wodnym”. Budowla pełni dziś rolę prywatnego muzeum. W jej piwnicach podziwiać można eksponaty należące do potomków bałkańskich arystokratów – rodziny Kulenoviców.

W bogatej kolekcji znajdziemy dzieła takich artystów jak: Rafael Santi, Rembrandt, H.Matisse, E. Munch, W. Kandinsky, P. Picasso, P. Bruegel oraz prawdopodobnie Leonarda da Vinci. Dlaczego prawdopodobnie?

Spór o autentyczność obrazu „Madonna z dzieciątkiem” dzieli ekspertów.

Właściciele oraz część specjalistów jest zdania, iż jest to oryginalne dzieło włoskiego mistrza, inni zaś twierdzą iż obraz wyszedł spod pędzla jednego z jego uczniów.

Placówkę można zwiedzać po wcześniejszej rezerwacji:

http://www.museumldv.com/

Kościół Trójcy Świętej zwany „niemieckim”. Obiekt sakralny wzorowany na rzymskim Panteonie, powstał z myślą o naszych zachodnich sąsiadach, których obecność pod koniec XVII w. związana była z budową miasta.

Kościół Fryderyka Fredrikskyrkan

Pomnik założyciela Karlskrony. Dlaczego monument Karola XI jest tak sławny w Szwecji? Dlaczego lepiej nie śmiać się z Króla i stać tu grzecznie? Co władca ma wspólnego z Nagrodą Nobla?

O tym w dalszej części relacji. W tle Radhuset dawny ratusz pełniący dziś rolę Sądu.

Na rynku znajduje się również słynna lodziarnia Glassiären (Lodowiec). Nie zamawia się tu jednak ilości gałek, a wybiera się ich smaki (na każdy z nich przypadają 3-4 kulki). Tę atrakcję odpuściliśmy ze względu na tłumy i coraz chłodniejszą aurę.

Na coś ciepłego zatrzymaliśmy się w barze na rogu Borgmästaregatan/ Hantverkaregatan. Fast-food niczym ten z Ikei(zwykle umieszczony przy wyjściu ze sklepu), z promocyjnymi jak na Szwecję cenami.

Na południe od rynku znajduje się wzorowana na jednym z cudów świata (Latarni Aleksandryjskiej) – dzwonnica Amiralitetsklockstapeln. Powstała ona pod koniec XVII w. i wyznaczała czas pracy w porcie oraz stoczni. Pod obiektem znajduje się tunel kolejowy, łączący Dworzec Główny z Marynarką Wojenną.

Dziś dzwony Amiralitetsklockstapeln zsynchronizowane są ze znajdującym się 300 metrów dalej Kościołem Admiralicji (Amiralitetskyrkan) zwanym także Ulrica Pia – na cześć żony Karola XI .

Świątynię wybudowana zaraz po powstaniu miasta. Budowla jest największym drewnianym obiektem sakralnym w Szwecji i może pomieścić 4 tys. wiernych.

Przed obiektem stoi figura legendarnego mieszkańca miasta – nędzarza Rosenboma, który zbiera datki na cele charytatywne. Starzec zapisał się na kartach zarówno historii Karlskrony jaki i powieści pt. „Cudowna podróż” napisanej przez pierwszą szwedzką noblistkę – Selmę Lagerlöf .

„Cudowna podróż”

Bohaterem książki jest nieznośny chłopiec Nils Holgersson, który uwielbia dręczyć bezbronne zwierzęta.

Pewnego razu młodzieniec spotyka na swej drodze krasnoludka. Nieudolna próba złapania małego stwora, kończy się zmianą Nilsa w skrzata. Młody Holgersson obawiając się żądnych zemsty zwierząt, ucieka i wyrusza na grzbiecie gąsiora Marcina w podróż dookoła Szwecji.

W jednym z rozdziałów powieści, młodzieniec dociera do Karlskrony. Stojąc na Rynku przy pomniku Karola XI  drwi z władcy. Zirytowany Król w pewnym momencie ożywa i zaczyna gonić chłopca. Nilsa ratuje wspomniany wcześniej Rosenbom, chowając młodzieńca pod kapeluszem.

Na podstawie książki Selmy Lagerlöf powstał film animowany „Cudowna podróż / Wspaniała podróż Nilsa Holgerssona”. Przyznaję, bajkę pamiętam jak przez mgłę, leciała po Tik-Taku. Najbardziej utkwił mi w głowie głos chomika Okruszka (postaci, która nie występuje w dziele Szwedki).

Jadąc na wschód dotarliśmy do Nabrzeża Królewskiego. Tutaj mieszkańcy od wieków witają władców Szwecji, przybywających do Karlskrony drogą morską.

Tradycję podtrzymuje Król Szwecji, który „Koronę Karola” odwiedza w wakacje. Nabrzeże wyściela się wtedy czerwonym atłasem. Latem rodzina królewska rezyduje na znajdującej się na wschód od Karlskrony wyspie Olandia.

W sąsiedztwie Bastionu Aurora znajduje się popiersie Erika Dahlberga. Szwed był głównym architektem układu fortyfikacji Karlskrony. Jako kartograf armii szwedzkiej sporządził wiele map…polskich miast. W czasach kiedy nasz kraj „zalał” potop szwedzki.

Pomnik Hansa Wachtmeistera – pierwszego gubernatora i namiestnika królewskiego w Karlskronie.

Jadąc mostem przedostaliśmy się na wyspę Stumholmen, na której mieści się Muzeum Marynarki Wojennej (Marinmuseum). Tę atrakcję zostawiliśmy sobie na deser. Dużą popularnością cieszy się tutejsza restauracja, skorzystać można z bufetu szwedzkiego za około 50 zł. Aktualne ceny i menu.

http://www2.skeppsgossen.se/Default.aspx?page=60

Wstęp do placówki jest bezpłatny. Wiele opisów znajduje się w j. polskim.

Muzeum Państwowe przedstawia historię szwedzkiej Marynarki Wojennej. Znajdziemy tu można wiele eksponatów, modelów, szkiców czy fotografii. Wszystko na wyciągnięcie ręki. W podwodnym tunelu podziwiać można wrak z XVIII wieku. Wiele atrakcji przygotowanych jest dla „bąbelków”. Najmłodsi mogą przebrać się w piratów, nauczyć wiązać węzły, czy zostać kapitanem w symulatorze statku.

Imponuje sala z kolekcją galionów – drewnianych rzeźb umieszczanych na dziobach okrętów. Ozdoby zwykle nawiązywały do nazwy jednostki i przedstawiały m.in. postać ludzką, zwierzęcą,  czy motywy alegoryczne.

Okręty zarówno te „na” jak i „pod” wodą zwróciły na mnie szczególne wrażenie.

Okręt Hajen (Rekin) – pierwszy szwedzki okręt podwodny z 1904 r. oraz HMS Neptun – okręt podwodny, który w 1981 r. był świadkiem głośnego incydentu, podczas którego na skałach w okolicach Karlskrony utknął radziecki okręt podwodny S-363 (U-137).

Doprowadzić do tego miała awaria urządzeń nawigacyjnych. W tłumaczenie Kapitana (przekonany był, iż dopłynął z załogą do….Polski) nikt nie uwierzył. Po ponad tygodniowym impasie pozwolono radzieckiej łodzi opuścić granicę wód terytorialnych Szwecji.

Jako, że jednostka typu 613 w klasyfikacji NATO znana jest jako „Whiskey”, to incydent określono żartobliwie „Whiskey on the rocks” (Whiskey na skałach) nawiązując do popularnej nazwy drinka z lodem.

Jedna z anegdot mówi, iż do wypadku przyczynił się emerytowany komandor szwedzkiej marynarki wojennej, który uwielbiał wędkować w okolicach wyspy Torumskär. Kiedy zauważył okręt nieprzyjaciela, skrzyknął grupę znajomych i ci dla psoty poprzestawiali pławy (boje) wyznaczające strefę ruchu wodnego. Efekty swojego żartu mogli podziwiać następnego dnia.

O „incydencie” przypominają pamiątkowe tablice umieszczone na wyspie.

Tablica 1Tablica 2

W tle żaglowiec szkolny – Jarramas oraz HMS Västervik – łódź torpedowa. Na jej pokładzie przesłuchiwano rosyjską załogę w sprawie – „Whiskey on the rocks”.

HMS Bremön – szwedzki okręt – jego celem było oczyszczanie szwedzkich wód terytorialnych z min.

Z Muzeum ruszyliśmy w kierunku Portu.

W kierunku Polski wypłynęliśmy zgodnie z planem, Steną „Spirit”. Nie wiem kto wymyślił tę nazwę, ale fonetycznie pasuje ona idealnie do atmosfery jaka panuje na statku. Duch sklepu znajdującego się na pokładzie dopada wielu wycieczkowiczów. Rejs był niezwykle spokojny. Bezproblemowo wyrównałem stan promowego pojedynku na 2:2, niemal punktualnie zameldowaliśmy się w Gdyńskim Porcie.

Dla osób lubiących aktywny tryb życia, podróż promem (z rowerem) do „Korony Karola” zdaje się być idealnym rozwiązaniem. W rejonie Blekinge znajduje się mnóstwo dróg dla cyklistów oraz  wiele ciekawych miejsc, zachęcających do wyprawy na drugą stronę Bałtyku. Sam rejs też jest nie lada wyzwaniem. Jazda po wpisanej na listę światowego dziedzictwa Karlskronie oraz okolicy, zachęciła mnie, do planowania kolejnej podróży jednośladem po Szwecji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s