Nie taki Kjerag (Kjeragbolten) straszny jak go malują

Podczas zeszłorocznej wyprawy do Norwegii, obiecaliśmy sobie z Tatą, iż będziemy kontynuować tradycję kilkudniowych wyjazdów Ojca z Synem. Chociaż jeden wspólny wyjazd wciągu 12 miesięcy.

Podczas tamtej podróży zwiedziliśmy kolorowe Bergen oraz pokazaliśmy Język Trollowi na czubku Trolltunga.

https://pinezkiz3city.wordpress.com/2018/09/23/trolltunga-bergen-czyli-meska-wyprawa-na-60-urodziny/

W tym roku postanowiliśmy odwiedzić norweskie Stavanger. Zaplanowaliśmy wspiąć się na Kjerag, gdzie znajduje się kamień umieszczony między dwiema skałami – Kjeragbolten oraz wejść na Preikestolen (Pulpit Rock) lub inaczej nazywany „Amboną”, z której rozpościera się widok na Lysefjord.

Porannym, niedzielnym lotem z Gdańska udaliśmy się do Norwegii. Pierwsze kroki skierowaliśmy do mieszczącej się przy terminalu wypożyczalni aut. Jakie było Taty i moje zdziwienie kiedy obsługująca nas Norweżka, zaczęła dopytywać się o nasze rodzinne strony. Jak się szybko okazało, jej rodzina pochodzi z Pomorza Środkowego. Ona sama w Polsce gościła wiele razy, a Mielno, Koszalin czy Trójmiasto zna jak własną kieszeń.

Po miłej konwersacji, odebraliśmy kluczyki do samochodu i o 9:00 ruszyliśmy w kierunku Lysebotn.

Przejechanie odcinka 130 km zajęło nam około 2,5 godziny. Długo. Nie szarżowaliśmy ze względu na liczne ograniczenia prędkości i świadomość wysokości kwoty ewentualnego mandatu. Był to jednak czas by przyjrzeć się na spokojnie malowniczym norweskim terenom. Szczególnie wolno pokonaliśmy ostatnie 30 km w okolicach miejscowości Sinnes, gdzie na wąskiej drodze z nadjeżdżającymi z przeciwnej strony samochodami mijaliśmy się w zatoczkach.

Jednak to nie pojazdy były problemem, a liczne owce traktujące ten odcinek asfaltu jako swoją autostradę.

W pewnym momencie otworzyliśmy szyby auta by móc lepiej przysłuchiwać się dzwoneczkom zawieszonym na szyjach zwierząt. Dźwięk „dzyń, dzyń” sygnalizował nam obecność owiec w pobliżu.

Samochód zaparkowaliśmy na płatnym parkingu 300 NOK przy restauracji Øygardstølen, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę.

Darmową alternatywę dla pozostawienia „czterech kółek” można znaleźć około 2 km wcześniej, w tym miejscu:

https://www.google.com/maps/place/59%C2%B001’54.6%22N+6%C2%B039’13.2%22E/@59.0321092,6.6558844,3a,75y,269.31h,77.95t/data=!3m6!1e1!3m4!1s3_Z26mK3s7lwOaVtV4H3lA!2e0!7i13312!8i6656!4m6!3m5!1s0x0:0x0!7e2!8m2!3d59.0318408!4d6.653663

Natomiast we wspomnianym lokalu gastronomicznym znajduje się taras skąd można podziwiać m.in. serpentynę dróg prowadzącą do położonego poniżej Lysebotn.

Przy położonej na wysokości 640 m. n.p.m. restauracji rozpoczyna się liczący niecałe 5 km szlak na Kjerag. Oznaczony jest on czerwoną literą „T”, a drogowskazem są stożki kamieni.


By dotrzeć na szczyt, należy pokonać trzy strome podejścia. Na najtrudniejszych odcinkach trasy zamocowane są łańcuchy.


Podczas wędrówki wzrok schodzi na prawą stronę, gdzie kątem oka obserwować można Lysefjord. Z każdym krokiem miejscowość Lysebotn stawała się coraz mniejsza.

O tej porze (w samo południe) ruch na trasie nie był duży. Wejście na Kjerag zajęło nam 2 godziny. Stojąc na klifie przyglądaliśmy się jak wygląda Lysefjord z wysokości blisko 1000 m. n.p.m.

Kiedy nacieszyliśmy oczy, udaliśmy się trasą na Kjeragbolten.

Najpierw na głaz znajdujący się między dwiema skałami pewnie wszedł senior rodziny. Później przyszła kolej na mnie.

Przed wyjazdem miałem obawy czy dam radę. Pomógł głęboki wdech i słowa Taty – „Nie patrz w dół”. Hurra, udało się!

Stojący za naszymi plecami chłopak, walczył z lękiem około 10 minut, ale wszedł! W zdobyciu Kjeragbolten pomaga haczyk zamocowany przy jednej ze skał.

Zejście na parking nie było wiele szybsze, głównie z powodu kolejek przy odcinkach z łańcuchami.

Około 17:00 byliśmy gotowi do powrotu. Zastanawialiśmy się przez moment czy może zjechać do Lysebotn i liczyć na wolne miejsca na promie płynącym wzdłuż fjordów. Rozkład i bilety na rejs https://billetter.kolumbus.no/

Na kurs statkiem nie rezerwowaliśmy wcześniej biletów, gdyż nie byliśmy pewni czy się wyrobimy. Wystarczy opóźnienie samolotu, kiepska aura i zostalibyśmy z biletami na „Rejs” tak jak Jan Himilsbach z tym angielskim*.

Koniec końców wróciliśmy tą samą trasą licząc, że odwiedzimy mierzący 90 metrów wodospad Månafossen. Zmęczenie wzięło jednak górę i pojechaliśmy prosto w kierunku przedmieść Stavanger, a dokładnie Hotelu Sverre w Sandnes (polecamy).

CDN.

* Jan Himilsbach otrzymał niegdyś propozycję zagrania w zagranicznym filmie, ale pod warunkiem, że nauczy się języka angielskiego. Aktor odmówił tłumacząc:

„Jeszcze się okaże, że jednak nie będę im pasował do tego filmu, i zostanę z tym angielskim jak c**j”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s