Ach, co to był za ślub (z Katalonią w tle)

Do Mielna przyjechaliśmy na zaproszenie Pary Młodej, która w miejscowym kościele powiedziała sakramentalne „Tak”.

To był dopiero początek wrażeń.

Zaraz po uroczystości, wraz z resztą gości weselnych wsiedliśmy do busa i udaliśmy się na lotnisko w Berlinie. Tam oczekiwaliśmy na lot do Barcelony. Ogromne zainteresowanie pasażerów na terminalu, budziła ubrana w białą suknię Panna Młoda.

O kolejne emocje postarał się Easyjet, który  ze względu na strajk kontrolerów lotu, zafundował nam ponad godzinne opóźnienie. O tej informacji dowiedzieliśmy się już w samolocie.

Wieczorem dotarliśmy do stolicy Katalonii. Stąd już wypożyczonymi autami ruszyliśmy wzdłuż Costa Brava w kierunku Girony, dokładnie do Montras, gdzie Para Młoda wynajęła pensjonat „Mas Melinas Molines”.

Hiszpańska hacjenda na cztery dni zamieniła się w dom weselny.

2 dzień

Po upojnej nocy przyszedł czas na relaks. Kontynuowaliśmy integrację na położonym przy willi basenie.

Wieczorem całą ekipą udaliśmy się do pobliskiej winnicy na degustację tutejszych trunków. Jakość m.in. lokalnych szczepów, mogliśmy sprawdzić kosztując win prosto z beczki.

3 dzień

Nadszedł czas aby ruszyć się nieco dalej. Z resztą gości pojechaliśmy do położonego nieopodal kurortu – Palamós (Palamos). Zwiedzanie miejscowości zaczęliśmy od kąpieli morskich i słonecznych.

Popołudniu pospacerowaliśmy po mieście.

Kolejnym naszym celem było Begur. Miasto przez lokalną społeczność nazywane jest „małą Afryką” ze względu iż trzeba zboczyć z głównego szlaku by tu dotrzeć.

Miejscowość przyklejona jest do wzgórza górującego 200 metrów ponad wybrzeżem. Otaczają je liczne pinie i cyprysy. Z tutejszego wzniesienia, na którym znajdują się ruiny średniowiecznego zamku – Castell de Begur rozpościera się wspaniały widok na fragment  wybrzeża Costa Brava.

Na koniec odwiedziliśmy kolejną kameralną plażę w Sa Riera.

W tle wyspy Illes Medes.

4 dzień

Tego dnia ekipa weselna podzieliła się na kilka grup. Jedni pojechali do Girony, inni do Barcelony, a część została w hacjendzie.

My wraz z naszym znajomym wybraliśmy się do pierwszego z wymienionych miast. Wcześniej jednak odwiedziliśmy miejscowość Púbol (Pubol).

Tu znajduje się zamek Gali – żony Salvadora Dali. Budynek został odrestaurowany według projektu słynnego malarza i stanowił prezent urodzinowy dla ukochanej.

W rzeczywistości zamek dla Gali był „złotą klatką”. Miejscem, w którym lokatorka pochłaniała się modlitwom i romansom.

Do zamku można było dostać się jedynie na imienne zaproszenie. Co ciekawe zasada ta tyczyła się też samego Dalego, który gościć miał tu jedynie dwa razy.

Wnętrza zamku zdobi wiele surrealistycznych eksponatów. W salach poza licznymi ikonami spotkać można m.in. tron dla Gali, szafę z głową lwa, wypchaną żyrafę czy konia z grzbietu którego, Dali udzielał niegdyś wywiadu. Jedno z pomieszczeń poświęcone jest kolekcji sukien ukochanej, które wyszły spod rąk znanych projektantów mody takich jak Christian Dior czy Pierre Cardin. Część materiałów do kreacji tworzył sam S. Dali. W ogrodzie natomiast znajduje się zaprojektowana przez artystę fontanna, której fasadę zdobią wmurowane popiersia Wagnera – ulubionego kompozytora Salvadora.

W jednej z sal znajduje się mauzoleum Gali. Stoi tu również jej auto – Cadillac, które towarzyszyło jej w ostatniej drodze.

Púbol wraz ze spokojnym, nadmorskim, skąpanym w bieli  Port Lligat (znajduje się tam dom malarza) oraz miejscem narodzin i śmierci artysty – Figueres tworzą tak zwany Trójkąt Dalego.

Ruszyliśmy do stolicy prowincji.

Z mostu Pont de Pedra przyglądaliśmy się Gironie. Pastelowe budynki przypominały nam te z Cinque Terre, Pizy, czy Florencji, a płynąca pod nami Onyar była niczym toskańska rzeka Arno. W oddali łączący przeciwległe brzegi, przewrócony symbol Paryża.

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od spaceru głównym deptakiem miasta Rambla de la Libertad. Przy okazji odwiedziliśmy znajdującą się tu informację turystyczną.

Kolejne kroki doprowadziły nas do czerwonego Mostu Eiffla (tak tego konstruktora od paryskiej wieży).

Wracając na deptak doszliśmy do gotyckiej bazyliki przy placu St. Feliu oraz Girońskiej Katedry.

Strome schody cieszą się dużym zainteresowaniem wśród turystów. Tajemnicę popularności tego miejsca zdradził nam jeden z Katalończyków.

Dowiedzieliśmy się, że na placu kręcono jedną ze scen serialu „Gra o Tron” (szósty sezon).

W produkcji HBO można też znaleźć inne miejsca Girony tj. Arabskie Łaźnie czy wnętrza klasztoru Sant Pere Galligants .

Wrażenie robią też miejskie mury obronne skąd rozpościera się widok na okolicę.

Do hacjendy wróciliśmy mijając Pals.

Wraz z ekipą świętowaliśmy ostatnią noc w Hiszpanii.

Rano jadąc przez Gironę pojechaliśmy do Barcelony. Odwiedziliśmy miejsca, na które nie starczyło nam czasu podczas poprzedniej wizyty.

https://pinezkiz3city.wordpress.com/2017/10/08/227/

Tj. punkt widokowy Bunkers del Carmel oraz muzeum katalońskiego artysty Joana Miro.

Dzięki weselu Ity i Dominika, Hiszpania stała się miejscem, gdzie po latach znów skrzyżowały się losy grupy znajomych.

Nie wiemy kiedy znów będziemy świętować w tak licznym towarzystwie, ale mamy nadzieję, że taka okazja nadarzy się najbliższym czasie.

Najlepszym podsumowaniem wycieczki jest poniższy film. Dziękujemy jeszcze raz Danielowi Jasińskiemu za piękną pamiątkę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s