Spacer po Göteborgu

Do drugiego co do wielkości miasta w Szwecji polecieliśmy na jeden dzień. Ówczesny układ połączeń z Gdańska pozwalał na popołudniowy spacer po Göteborgu wraz z wieczornym powrotem do Polski.

Lot ze stolicy Pomorza do Skandynawii zajął nam pond godzinę. Dalszy plan wyprawy zakładał m.in. przejazd autobusem do centrum miasta wraz ze zwiedzaniem jego najciekawszych zakątków. Nasza koncepcja szybko uległa zmianie dzięki nowo poznanym dwóm bydgoszczankom (aktualnie mieszkającym w Szwecji). Zaoferowały nam one swoją pomoc i w ich towarzystwie pojechaliśmy na punkt widokowy zlokalizowany po północnej stronie rzeki Göta älv.

Ponad 30-hektarowy obszar zieleni położony na wzgórzu Ramberget to Keillers Park.

Wziął on swą nazwę od pochodzącego ze Szkocji Jamesa Keillera. Brytyjczyk był dawniej właścicielem terenu, na którym obecnie znajduje się park. Zarządzał również pobliskimi warsztatami mechanicznymi. Na początku XX wieku, kiedy kondycja finansowa jego firmy nie była najlepsza, James zmuszony był do sprzedaży części przedsiębiorstwa. Teren zdecydował się przekazać miastu, pod warunkiem, iż obszar ten stanie się publicznym skwerem.

Włodarze przyjęli propozycję Szkota. Park szybko stał się popularnym wśród mieszkańców miejscem do rekreacji. Ze szczytu podziwiać można Göteborg oraz jego okolicę.

W tle Park Rozrywki – Liseberg.

Z Keillers Park już sami ruszyliśmy do pobliskiego przystanku tramwaju wodnego znajdującego się przy Lindholmspiren.

Tego dnia promy kursowały za darmo, prawdopodobnie ze względu na odbywający się w Göteborgu bieg uliczny. Po przepłynięciu na drugą stronę rzeki, udaliśmy się do jednej z najstarszych dzielnic miasta – Hagi (Haga).

Nawiązanie do holenderskiej imienniczki (Den Haag) jest błędnym skojarzeniem. Nazwa odnosi się do dialektycznej formy szwedzkiego słowa hagar oznaczającego pola, łąki – które dawniej tu porastały.

Decyzję o powstaniu Hagi podjęła królowa Krystyna w połowie XVII wieku. Początkowo większość budynków stanowiły drewniane, maksymalnie piętrowe domy. Stanowiło tak prawo, a związane to było z bezpieczeństwem w wypadku pożaru. W XIX w. za przyzwoleniem wojewody wspomnianą regulację zaczęto omijać. Pierwszą kondygnację lokali tworzono z cegły, a kolejne dwie już z drewna. Budynki te zaczęto nazywać „domami wojewody” – landshövdingehus.

Dziś w dzielnicy zlokalizowanych jest wiele kawiarni, sklepów z antykami czy rękodziełami. Często wąskie uliczki zamieniają się w pchli targ. Stary styl i klimat Hagi przyciąga dużą ilość turystów.

Naszą uwagę przykuła słynna w tej dzielnicy kawiarnia Cafe Husaren, której specjałem są drożdżówki cynamonowe (kanelbullar). Skandynawowie uwielbiają ten przysmak. Jest on częstym dodatkiem do „małej czarnej” nazywanej przez Szwedów „fika” (ka-ffe/ka-ffi : fi-ka). Picie kawy to w kraju ABBY niemal sport narodowy. Obowiązkowa popołudniowa przerwa na filiżankę napoju z kofeiną to (fikapaus). Czas ten traktuje się jako świętość. Jest to chwila, kiedy spotkać się można ze znajomymi czy rodziną.

Zaskoczyła nas jeszcze jedna rzecz. Odwiedzając Szwecję w sobotę, trafiliśmy na Lördagsgodis czyli „Słodką sobotę”. Ta narodowa tradycja zakłada, iż gromadzone przez cały tydzień słodycze mogą być tego dnia pochłaniane bez ograniczeń.

Idea spożywania łakoci raz w tygodni zaszczepiana jest w tym kraju od dziecka. Pomysł zrodził się podczas ogólnokrajowej kampanii walki z próchnicą. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Współczynnik zepsutych zębów wśród sześciolatków w Szwecji oscyluje w okolicach 3%. Dla porównania w Polsce wynosi on ponad 85%. Koncept dodatkowo ogranicza problem nadwagi i złego samopoczucia wśród młodych Szwedów. Kolejnymi zaletami „słodkiej soboty” są: nauka konsekwencji oraz dyscypliny.

Czy słodka sobota przyjęłaby się w Polsce?

Opuszczając urokliwą Hagę doszliśmy do reprezentacyjnego placu Göteborga – Götaplatsen. Tutaj swoje siedziby mają największe instytucje kulturalne miasta m.in. Göteborgs Konserthus (sala koncertowa Göteborskiej Orkiestry Symfonicznej), Göteborgs Stadsbibliotek (Biblioteka Miejska), Muzeum Sztuki czy Teatr Miejski. Na środku placu znajduje się ogromny posąg Posejdona.

Z rzeźbą wiąże się ciekawa historia. Zaraz po odsłonięciu monumentu w 1931 r. na autora posągu Carla Millesa spłynęła ogromna fala krytyki. Według mieszkańców statua była brzydka, za duża i zbyt śmiała. Spór dotyczył konkretnie rozmiaru…genitaliów. Zamieszanie było tak wielkie, że Milles stworzył nową wersję pomnika, z mniejszym przyrodzeniem. Do posągu dodał jednak rybę, którą Posejdon trzyma w dłoni.

Projekt zaakceptowano. Czujni obserwatorzy dostrzegli jednak, iż rzeźbiarz postawił na swoim. Z perspektywy schodów sali koncertowej, tryskająca wodą ryba przypomina, sporych rozmiarów część męskiego ciała. Sprytny zabieg, którego dokonał rzeźbiarz nazwano zemstą Millesa.

Z Götaplatsen ruszyliśmy na północ główną ulicą miasta Kungsportsavenyn zwaną w skrócie „Avenyn”.

Idąc arterią, wzorowaną paryską Champs-Élysées natrafiliśmy na pomnik – „Non-Violence” autorstwa Carla Fredrika Reuterswärda. Rewolwer z zasupłaną lufą niesie ze sobą ponadczasowy przekaz. Obecnie na świecie jest 31 kopii rzeźby. Większość zlokalizowana jest w Szwecji.

Hala targowa, w której można kupić m.in. mięso z renifera, łosia a nawet niedźwiedzia.

Wokół miasta wije się mnóstwo kanałów.

Idąc nabrzeżem doszliśmy do powstałego w 1606 roku, największego żaglowca zbudowanego w Skandynawii. „Viking” pierwotnie należał do duńskiej, a następnie fińskiej floty. W połowie XX w. trafił do Göteborga. Statek zacumowany jest obok Lilla Bommen. Post-modernistycznego wieżowca powszechnie nazywanego Läppstiftet  (Szminką) lub Legohuset (Domkiem z Lego).

Mostem nad rzeką Göta älv przeszliśmy na północną stronę miasta skąd odjechaliśmy w kierunku Portu Lotniczego.

Zaliczamy się do fanów Skandynawii więc spędzenie choć kilku godzin w Szwecji było dla nas nie lada wydarzeniem. Spacerując po mieście odwiedziliśmy główne atrakcje Göteborga, dodatkowo dzięki pomocy rodaczek (jeszcze raz dziękujemy) udało nam się dotrzeć tam, gdzie nie poprowadziłby nas papierowy przewodnik. To kolejny dowód na to, że podróż to nie tylko miejsca, ale również i ludzie, których spotykamy na naszej drodze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s