Kreteńska (nie mylić z kretyńska) wycieczka

Co byś powiedziała, gdybyśmy polecieli jutro na Kretę? – zapytałem donośnym głosem Żonę, która przebywała w pokoju obok.

Choć werbalnego potwierdzenia nie usłyszałem, to dźwięk otwieranego zamka walizki był dla mnie odpowiedzią.

Zwykle nasze podróże planujemy ze sporym wyprzedzeniem. Jednak tym razem skusiliśmy się na spontaniczny wyjazd. Zainteresowała nas oferta „last minute” Itaki. Obejmowała ona m.in. przelot czarterem na trasie Gdańsk – Chania(i z powrotem), transfer z lotniska oraz 3 noclegi ze śniadaniem w ** hotelu w niewielkim miasteczku Kisamos (nazywanym też Kissamos lub Kastelli na cześć weneckiego zamku, który kiedyś się tu znajdował). Minusem były godziny odlotów, które skracały pobyt do pełnych dwóch dni.  Mimo tego postanowiliśmy zrobić sobie weekend w środku tygodnia.  Po zmianach grafiku w pracy i załatwieniu formalności, mogliśmy się cieszyć z wyjazdu.

03.06.2018 r.

Na około 3 godziny przed odlotem zameldowaliśmy się w gdańskim Porcie Lotniczym. Na stanowisku „check-in” zostawiliśmy walizki i odebraliśmy bilety lotnicze. Tym razem nie musieliśmy sprawdzać elastyczności naszej „kabinówki” i plecaka. Nadaliśmy bezpłatny bagaż rejestrowany z myślą o miejscu na prezenty dla bliskich. Chwilę potem odczytaliśmy informację, iż nasz lot jest opóźniony. Niezły początek – pomyśleliśmy.

Z ponad godzinnym opóźnieniem ruszyliśmy w kierunku Krety. Grecję powitaliśmy już w nocy. Po odebraniu bagażu oraz dokumentów od rezydenta, ruszyliśmy z resztą podróżnych w kierunku zachodniej części wyspy.

04.06.2018 r.

Rankiem dopiero przyjrzeliśmy się gdzie właściwie jesteśmy. Skromny hotel znajdujący się niedaleko plaży idealnie spełniał nasze oczekiwania.

Urzekła nas szczególnie rodzina atmosfera jak tu panowała.  W towarzystwie właścicieli pensjonatu zjedliśmy greckie śniadanie.

Plan na resztę dnia zakładał wypłynięcie statkiem z lokalnego portu na wyspę Gramvousa oraz nad Zatokę Balos.

Chwilę po posiłku ruszyliśmy spacerem do mieszczącego się na peryferiach miejscowości Portu. Idąc wzdłuż wybrzeża zeszliśmy na drogę, którą sunęły jeden po drugim autobusy znanych touroperatorów.

Po około 30 minutach spaceru zameldowaliśmy się nad przystanią (Kavonisi). W kasie odebraliśmy zarezerwowane internetowo bilety na rejs (2 x 27 €).

http://www.cretandailycruises.com/explorecruises/gramvousabalos/reservations.pl.html

Dodatkowo uiściliśmy kwotę po 1 € podatku za wstęp na Lagunę Balos.

Punktualnie o godz. 10:40 wypłynęliśmy z Portu w Kisamos.  Większość turystów na statku stanowiły wycieczki zorganizowane – w tym jedna z Polski. Przewodnicy na bieżąco informowali urlopowiczów o kolejnych etapach podróży. Otwarty był bar z jedzeniem i drinkami. Ceny przyzwoite (na dodatkowe promocje można liczyć w drodze powrotnej). W rytmie tanecznych przebojów przyglądaliśmy się spokojnemu morzu i skalistej linii brzegowej wyspy.

Naszą uwagę przykuła jaskinia, o której twierdzi się, że była starożytną stocznią (Tarsanas).

Po około 60 min. dopłynęliśmy do niewielkiej wyspy Gramvousa. Na jej szczycie znajduje się zamek, który został zbudowany przez Wenecjan w XVI wieku. Spacer do twierdzy zajął nam około 25 minut. Szliśmy gęsiego, wąską stromą ścieżką. Z historycznych murów rozpościera się widok na Zatokę Balos.

Resztę czasu spędziliśmy na tutejszej plaży. Przyjrzeliśmy się nadszarpniętemu zębem czasu wrakowi statku oraz skorzystaliśmy z kąpieli zarówno tej morskiej jak i słonecznej.

Po około 2 godzinach pobytu na Gramvousie, wróciliśmy na prom by popłynąć nad zatokę.

Balos uchodzi za jedną z najpiękniejszych plaż na świecie. Płytki brzeg, piasek z licznymi muszlami oraz szmaragdowa woda stanowi raj dla fanów „plażingu” i kąpieli.

Z pobliskiej skarpy przyglądaliśmy się temu cudowi natury, po czym dołączyliśmy do licznej grupy plażowiczów. Hmmm,  a gdzie są parawany?

Sesja ślubna pochodzącej z Polski pary nowożeńców.

Niezwykle popularnym zwierzęciem na Krecie są Kozy. Występujący tutaj podgatunek kri-kri wziął swą nazwę od nowogreckiego słowa Kriti czyli „Kreta”.

Kozy można spotkać nawet na plaży.

Po ponad trzech godzinach relaksu wróciliśmy na statek po czym odpłynęliśmy w kierunku Kisamos.

Rejs zsynchronizowany był z czekającym w porcie, autobusem miejskim jadącym do Chanii.

Po przybyciu do Kisamos i krótkiej wizycie w hotelu udaliśmy się nad promenadę. W tutejszej tawernie skosztowaliśmy greckiej kuchni. Nasze głowy szybko odczuły skutki lokalnego zwyczaju.  Do rachunku zamiast gum do żucia czy cukierków, podano nam Raki, czyli mocny lokalny bimber produkowany z winogron oraz bakławę.

05.06.2018 r.

Tego dnia zaplanowaliśmy odwiedzić dawną stolicę największej greckiej wyspy . Do Chanii dojechaliśmy z Kisamos (Kasteli) lokalnym autobusem (rozkład dostępny na e-ktel.com) za 5.10 €. Podróż trwała ponad godzinę, a trasa wiodła przez liczne nadmorskie miejscowości.

Z dworca głównego poszliśmy w kierunku najstarszej części miasta.

Burzliwa historia Chanii oraz jej wielokulturowy charakter ma swoje odzwierciedlenie w jej architekturze. Dawna stolica Krety stanowi tygiel, gdzie splatają się wpływy greckie, arabskie, tureckie, żydowskie czy weneckie.

„Błądziliśmy” w gąszczu wąskich uliczek , biorąc za azymut historyczny mur.

Tak doszliśmy do Portu,  najpopularniejszej wśród turystów części miasta. Spacerującą po tutejszej promenadzie przyglądaliśmy się  XVI w. wenecko-tureckiej zabudowie.

Podziwiać tu można m.in. Muzeum Morskie, przypominającą minaret Latarnię Morską, czy jedną z najstarszych budowli na wyspie Meczet Janczarów (aktualnie pełniący rolę muzeum). Tło scenerii  stanowią Góry Białe.

Jedną z interesujących rzeczy, którą spotkać można na tutejszych straganach są naturalne gąbki. Posiadają one wyjątkowe zdolności do wchłaniania płynów. Potrafią wessać 20 – 50 razy więcej, niż same ważą. W większości pochodzą one z okolic wyspy leżącej na Morzu Egejskim – Kalymnos. By je wydobyć trzeba zanurkować na głębokość nawet 70 metrów.

Fragmenty XVI w. stoczni, dziś mieszczą się tu muzea i restauracje.

Kolejnym naszym celem była hala targowa, której konstrukcja wzorowana jest na budowli z Marsylii.

Poniżej odnośnik do mapy miasta.

http://ontheworldmap.com/greece/city/chania/chania-old-town-map.html

Obiadem zakończyliśmy pobyt w Chanii. Powrót do Kisamos z powodu awarii autobusu odbyliśmy na raty. Siedząc gdzieś w polu, podziwialiśmy kreteńskie krajobrazy, czekając na kolejny kurs. Spacerem po Kastelli pożegnaliśmy intensywny dzień. Po krótkiej dawce snu ruszyliśmy autokarem w kierunku lotniska. Po drodze odwiedzaliśmy hotele, gdzie dosiadali się do nas kolejni turyści. Wielu z nich, swą niechęć opuszczenia Krety okazała poprzez niepunktualność. Na rekordzistów czekaliśmy 25 minut. Jak później się okazało nie miało to większego znaczenia, gdyż nasz samolot wziął przykład ze spóźnialskich i do Gdańska ruszył z dwugodzinnym poślizgiem.

Spontaniczna decyzja przypomniała nam, że warto czasami rzucić wszystko, by pojechać hen daleko. Bez planowania, kalkulowania, gdzie scenariusz napisze sama podróż.

Pomimo, iż zobaczyliśmy zaledwie skrawek Krety, to zrobiła ona na nas wrażenie. Polecamy wszystkim niewielkie, spokojne Kisamos, gdzie poczuć można grecki klimat. Tu leniwie płynie czas.

Dwa dni to zdecydowanie za mało by odwiedzić wszystkie atrakcje wyspy, ale wystarczająco aby nabrać ochoty, aby jeszcze tu wrócić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s