Paryż – miasto sztuki i tenisa

Image

Paryż – stolica sztuki, mody i kultury. Jego atrakcje turystyczne są niezliczone, o czym świadczą miliony zwiedzających rocznie, a górująca nad miastem 320 metrowa Wieża Eiffla jest najczęściej fotografowanym obiektem architektonicznym na świecie. Nawet niebo ma tutaj wyjątkowy kolor, co zresztą trafiło do specjalistycznego nazewnictwa – do dziś jeden z odcieni niebieskiego nazywa się „błękit paryski”.

Jako początkująca malarka od zawsze marzyłam, by odwiedzić miasto artystycznej bohemy. To tu mieszkali i tworzyli wielcy mistrzowie pędzla jak Picasso, Van Gogh, Manet i wielu innych artystów. Dlatego postanowiliśmy, by sporą ilość czasu poświęcić na zobaczenie największych muzeów, galerii i miejsc związanych ze sztuką oraz…tenisem, gdyż największą pasją Kamila jest sport. Zaplanowaliśmy, że odwiedzimy korty im. Rollanda Garrosa podczas rozgrywanego w tym czasie – French Open. Wiadomo jak to w małżeństwie, tak i w podróży obowiązuje zasada kompromisu „ dla każdego coś dobrego”.

Sobota 19.05.2018 r.

Na lotnisko Charles de Gaulle przylecieliśmy prosto ze stolicy Katalonii, w której spędzaliśmy wakacje z przyjaciółmi. Nasza ostatnio zła passa dotycząca punktualności linii lotniczych i tym razem nie zawiodła. Spore opóźnienie pokrzyżowało nasze plany i Paryż powitaliśmy niemalże o północy. Jedynym poza taksówką sposobem, by dostać się do hotelu była godzinna podróż pociągiem do centrum. Bilet zakupiliśmy w automacie za 14 € za osobę. Po około godzinnej jeździe wysiedliśmy na stacji metra Gare du Nord. Tutaj zaopatrzyliśmy się w pakiet 10 biletów( t+) w cenie 14,90 €. Warto to zrobić, gdyż po Paryżu najlepiej poruszać się właśnie metrem, które kursuje co 3 minuty. Nawet, jeśli nam ucieknie, to nie trzeba długo czekać na następną kolejkę. Dla planujących zostać dłużej w tym mieście istnieje opcja zakupu karty „Paris Visite”. Więcej szczegółów tutaj : http://www.e-francja.eu/bilety-paryz.php
Po mniej więcej dwóch godzinach od lądowania dotarliśmy do naszego hotelu Premiere Classe mieszczącego się na obrzeżach miasta w Montreuil. Skromnie, czysto i niedrogo :)

Niedziela

Francuski dzień rozpoczęliśmy od aromatycznej kawy i śniadania w jednej z wielu ulicznych kawiarni, gdzie kelner nie przyjął od nas zamówienia, dopóki nie złożyliśmy go w jego rodzimym języku. Tak jest. Większość francuzów nie mówi po angielsku, dlatego przed podróżą opanowaliśmy kilka podstawowych zwrotów. Po naładowaniu mocy kofeiną ruszyliśmy w kierunku stacji Trocadero, przy której rozciąga się klasyczny, pocztówkowy widok na Wieżę Eiffla. Z tarasu zrobiliśmy kilka obowiązkowych zdjęć, by spacerem udać się pod samą atrakcję.

Image

Image

Symbol Francji i najbardziej rozpoznawalny budynek na świecie usytuowany jest na lewym brzegu Sekwany. Jest dobrze widoczny z każdego punktu miasta, a podobno największe wrażenie robi oglądany z ogrodów Trocadero lub z Champ-de-Mars. Wieża powstała dla uświetnienia wystawy światowej zorganizowanej w Paryżu w 1889 r., a zarazem – dla uczczenia stulecia Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Budowla ażurowej konstrukcji trwała dwa lata, dwa miesiące i pięć dni i była prawdziwym wyzwaniem technicznym i architektonicznym. W chwili otwarcia smukła wieża (porównywana do kobiecych nóg w kabaretkach) była najwyższym budynkiem świata (prymat straciła w 1931 r., kiedy wybudowano w Nowym Jorku – Empire State Building), a szczęśliwy Eiffel przekonywał rodaków, że są jedynym narodem, który może zawiesić swoją flagę na 300-metrowym maszcie…W 1957 r. nadbudowano jeszcze 20-metrową iglicę, zawierającą urządzenia telewizyjne.
Warto wiedzieć, że robiąc zdjęcia Wieży Eiffla nocą możemy złamać prawo. Francuzi wykorzystali klauzulę zawartą w dyrektywie UE o prawie autorskim w społeczeństwie cyfrowym z 2001 roku. Pozwala ona na wprowadzenie zakazu publikowania zdjęć bez zgody właściciela praw autorskich obiektu. Dlatego ogólnie dostępne obiekty architektoniczne, takie jak Wieża Eiffla w nocnej scenerii, nie mogą być fotografowane na użytek publiczny (Instagram, Facebook) a jedynie prywatny. W przypadku najsłynniejszej wieży świata prawa autorskie chronią nie tyle sam budynek, co jego nocne oświetlenie.

Po krótkim pikniku na słynnym trawniku przy Polu Marsowym ruszyliśmy dalej w drogę. Bliskość wejść do metra i częstotliwość jego kursowania, pozwoliła nam w niedługim czasie rozkoszować oczy dzielnicą Champs-Elysees. Pola Elizejskie to najsłynniejsza ulica Paryża. Niegdyś siedziba najbogatszych mieszkańców, banków i luksusowych sklepów. Dziś niestety urok i elegancja bulwaru zaczęły zanikać. Właściciele ekskluzywnych butików przenieśli się do kameralnych zakątków miasta, a w ich miejsce powstały „sieciówki” i fast foody, kawiarnie i teatry zmieniły się w multipleksy kinowe i choć ulica nadal tętni życiem, jest to przede wszystkim wielkomiejski gwar ruchu ulicznego, masowej turystyki i handlu. Zachodnią perspektywę alei zamyka okazały Łuk Triumfalny. Spacerując dalej wzdłuż Sekwany podziwialiśmy architekturę miasta.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Hotel Costes to coś więcej niż obiekt noclegowy. Fani elektronicznych dźwięków kojarzą miejsce z sygnowanymi nazwą hotelu albumami muzycznymi. Za ich produkcję odpowiedzialny był znany francuski DJ – Stephane Pompougnac, początkowo pracował on tam jako kelner.

Image

Jeden z utworów dostępnych na płycie, zyskał sporą popularność nad Wisłą, będąc ścieżką dźwiękową reklamy napoju o złocistej barwie.

Coco Steel & Lovebomb – Yachts

Stamtąd metrem dojechaliśmy na Lewy Brzeg, by zobaczyć futurystyczną budowlę Centre Pompidou. Mieści się w nim największa na świecie kolekcja sztuki współczesnej i nowoczesnej, w tym aż 1036 dzieł sztuki wykonanych przez artystów o polskim pochodzeniu. Zwiedzanie wnętrza zostawiliśmy sobie na kolejną wizytę. Tym razem naszym celem była słynna Fontanna Strawińskiego, znajdująca się tuż za rogiem. Fontanna, jak i plac na którym powstała poświęcona jest rosyjskiemu kompozytorowi Igorowi Strawińskiemu, który spędził w Paryżu ponad 20 lat. Projekt obiektu jest nietypowy. Na powierzchni zbiornika wody usytuowane są kolorowe stwory i czarne ruchome instalacje. Można trafić na moment, w którym konstrukcje są uruchomione i kręcąc się wokół własnej osi wypluwają wodę. W zamyśle każda z nich inspirowana jest innym utworem kompozytora.

Image

Image

Zauroczeni Paryżem dotarliśmy pieszo do gotyckiej Katedry Notre-Dame, rozsławionej przez powieść o niezbyt urodziwym Dzwonniku. W otoczeniu kolorowych kwiatów i obrazów ulicznych malarzy, prezentuje się naprawdę bajkowo.

Image

Niedaleko katedry znajduje się słynny paryski uniwersytet – Sorbonna.

Image

Zgrzani słońcem i ilością wrażeń chcieliśmy spokojnie wrócić do hotelu. Podróżowanie komunikacją miejską lubi jednak zaskakiwać. Zwiedzając europejskie miasta przyzwyczailiśmy się już do widoku i słuchu zarabiających na życie w pociągach czy „skmkach”. Często są to całe rodziny, które z impetem „umilają” jazdę przygrywając największe szlagiery. Tym razem byliśmy jednak miło zaskoczeni, bo w naszym przedziale odbyło się przedstawienie teatralne. Dwóch aktorów, w eleganckich przebraniach odgrywało swoje role. Ich gesty, mimika i ciągłe wykrzykiwanie imienia „Izabela” pozwoliło nam zinterpretować to, jako kłótnię o ukochaną. Ilość braw i dźwięku wpadających monet do kapelusza świadczyła o tym, że przedstawienie się spodobało.

Image

Image

Image

Na zakończenie dnia z zaciekawieniem przyglądaliśmy się miejscowym rozrywkom.

Tradycyjna francuska gra w bule (petanka).

Image

Image

Poniedziałek

Kolejny poranek w Paryżu rozpoczęliśmy od szybkiej kawy, by równie szybkim metrem dostać się wprost ze stacji Palais Royal Musée du Louvre do wnętrza jednego z największych muzeów na świecie. Luwr, bo o nim mowa to dawny pałac królewski, który w swoim wnętrzu posiada ponad 350 tysięcy eksponatów. Wizyta tutaj, to obowiązkowy punkt turystyczny, dlatego radzimy zaopatrzyć się w bilety ze sporym wyprzedzeniem. My zrobiliśmy to przez internet, cena: 17 €, polecamy również wybrać się tam tuż po otwarciu, by uniknąć ogromnych tłumów. Podziemne wejście ze stacji metra to także dobre rozwiązanie, na skrócenie czasu spędzonego w kolejce wijącej się jak długi wąż.

Image

Na przestrzeni 850 metrów bo tyle liczy budynek, dobrodziejstwa sztuki podzielono na 8 tematycznych działów. Przykładowe arcydzieła, które możemy tutaj zobaczyć to Wenus z Milo, Nike z Samotraki, Sfinks prosto z Egiptu, czy najsłynniejszy obraz na świecie Mona Lisę pędzla Leonardo da Vinci.

Image

Image

Image

Artysta namalował ten obraz w latach 1503-1507 farbami olejnymi na topolowej desce (77 na 53 cm). Według ustaleń badaczy przedstawia on 25-letnią wówczas Lizę Gherardini, która w wieku 16 lat została żoną starszego o 19 lat florenckiego kupca Francesca di Bartolomeo del Gioconda. Ciemny strój to najprawdopodobniej żałoba po stracie córki. Leonardo ukończył portret po czterech latach, ale nie zamierzał się z nim rozstawać. Zabrał go, gdy opuścił Florencję i zamieszkał w Mediolanie, a także potem, gdy na zaproszenie króla Franciszka I wyjechał do Francji i osiadł w zamku nad Loarą. Gioconda zdobiła muzeum do 21 sierpnia 1911 r., gdy to nagle…zniknęła ze ściany. O kradzież podejrzewano poetę polskiego pochodzenia Guillaume’a Apollinaire’a oraz samego Pabla Picassa. Towarzystwo Przyjaciół Luwru wyznaczyło za odnalezienie portretu nagrodę w wysokości 25 mln franków, ale dopiero 10 grudnia 1913 roku, gdy w jednej z florenckich galerii pojawiła się oferta sprzedaży obrazu za 100 tysięcy dolarów, policja złapała złodzieja. Okazał się nim mieszkający w Paryżu włoski szklarz Vincenzo Perugia zatrudniony do remontu gablot. Po prostu został w Luwrze na noc, zdjął obraz ze ściany, ogołocił z ramy i w przebraniu robotnika wyszedł rano z muzeum, ukrywszy skarb pod roboczym ubraniem. Za najgłośniejszą kradzież XX wieku Vincenzo został skazany jedynie na rok i piętnaście dni więzienia, ale wyrok skrócono do 7 miesięcy. Niedługo potem wiódł przykładne życie jako sprzedawca…obrazów. Obecnie Mona Lisę chroni specjalne, kuloodporne szkło i posiada ona własnych ochroniarzy, a od oddechu podekscytowanych zwiedzających dzieli ją barierka. Niestety nie da się podziwiać piękna tego dzieła z takiej odległości.
Nasza wizyta w Luwrze trwała kilka godzin. Ktoś pomyśli, że to długo, ale zakładając, że obejrzenie jednego eksponatu zajmuje 30 sekund, na zobaczenie całej kolekcji musielibyśmy przeznaczyć 100 dni!

Image

Image

Poniżej jeden z najcenniejszych obrazów w kolekcji muzeum „Wolność wiodąca lud na barykady” autorstwa E. Delacroix.

Image

Kolejnym charakterystycznym dla Paryża obiektem jest szklana piramida usytuowana tuż przy głównym wejściu do Luwru. Piramida ma 20,6 m wysokości, a bok podstawy ma 35 m. W jej wnętrzu znajdują się 603 tafle szklane o kształcie rombu i 70 tafli trójkątnych, co daje łącznie 673 elementy. Robi wrażenie, a podobieństwo do egipskiej Piramidy Cheopsa nie jest tu przypadkowe.

Image

Image

Francuska stolica ze swoimi zabytkami i szczególnym klimatem, jest sama w sobie celem i tematem artystycznych poszukiwań. Pod koniec XIX i w pierwszej połowie XX w. miasto stało się mekką artystów z różnych krajów, reprezentujących wszystkie dziedziny sztuki. Szukali oni tanich mieszkań, pięknych widoków i doborowego towarzystwa. Wszystko to początkowo oferował im Montmartre, dlatego właśnie i my skierowaliśmy tam swoje kroki.
By dostać się na szczyt wzgórza i stamtąd rozpocząć podziwianie uroków tego miejsca, musieliśmy mocno nadwyrężyć swoje łydki. Schody, schody i jeszcze więcej schodów.

Image

Jednak panorama i klimatyczne, wąskie uliczki bez wątpienia rekompensują wspinaczkę. Unoszący się zapach farby i rozpuszczalnika zaprowadził nas na Place de Tertre, który zmieniono w dość dużą pracownię malarską. Możemy spotkać tam wielu miejscowych artystów wykonujących portrety turystów, pejzaże lub oddających się kontemplacji przy aromatycznej kawie z „La Consulat”. To zdecydowanie miejsce, w którym chciałam zostać. Mieliśmy marzenie, by choć na chwilę przenieść się w czasie do lat 20. minionego wieku, niczym bohater filmu (Woodiego Allena) „ O północy w Paryżu” i porozmawiać z wybitnymi mieszkańcami Wzgórza. Z van Goghiem łyknąć zieloną wróżkę, a z Dalim pogawędzić o roztopionym serze.

Image

Image

Image

Image

Gdy tak spacerowaliśmy rozprawiając o ulubionych artystach naszym oczom ukazała się potężna Bazylika Najświętszego Serca zwana Sacré-Cœur. W czasie wybuchu wojny francusko-pruskiej dwaj przemysłowcy przysięgli sobie, że jeżeli po zakończonych bojach ujrzą Paryż taki sam jak przed wojną, to wybudują bazylikę ku czci Serca Jezusowego. Panowie spełnili swoją obietnicę i dziś możemy podziwiać trawertynową budowlę. Stąd też rozpościera się oszałamiający widok na panoramę miasta a nawet jego sąsiednie tereny.

Image

Image

Trochę „fotek” później byliśmy już w drodze do kilku miejsc bliskich sercu początkującej malarki. Jedno z nich to dawny sklepik dla artystów mieszczący się przy Rue Clauzel 14. Prowadził go Juien Tanguy zwany pieszczotliwie „Ojczulkiem”. Był on wielkim przyjacielem i marszandem, dzięki którym zadłużeni i często bardzo biedni malarze mogli kontynuować swoją pasję. Jego wsparcie było nieocenione. Trzeba pamiętać, że do malowania potrzebne są farby czy płótno – bez jakiejkolwiek sprzedaży czy pomocy sam proces tworzenia byłby niemożliwy. W tamtych czasach sklepik Juiena był dobrze znany w paryskim światku artystycznym i zaopatrywało się u niego wielu malarzy. Z powodu swojej popularności sklep stał się przy okazji swojego rodzaju punktem spotkań. J. Tanguy był uwielbiany przez artystów i zdobył ich serca. A to wszytko z powodu specyficznej zapłaty jaką często zwykł przyjmować za artykuły – gdy nie mieli pieniędzy, co nie było niczym szczególnym, płacili mu swoimi obrazami. Dość bliskie stosunki łączyły Juliana z Vincentem van Goghiem w czasach kiedy ten mieszkał w Paryżu. Przyjmował od niego obrazy w ramach zapłaty za wydany towar, choć z góry wiedział, że ich sprzedaż jest w zasadzie niemożliwa. Podobno po śmierci malarza, Tanguy odstąpił dzieło „Irysy” za sumę 300 franków, nie będąc świadomym, iż 100 lat później na aukcji w Nowym Jorku obraz zyska cenę 54 milionów dolarów.
Biografie malarzy pochłaniam jak płótno farbę, więc oczywistym było, że zechcę zobaczyć dom wspomnianego Van Gogha (Rue Lepic 54), jak i pierwsze studio Picassa (Rue de Gabrielle).

Podziwiając magiczne uliczki Montmartre, doszliśmy do pobliskiej dzielnicy czerwonych latarni i rozsławionego na cały świat Czerwonego Młynu czyli kabaretu Moulin Rouge. To tutaj narodził się kankan i pierwszy w historii striptiz, za który odważna modelka trafiła do aresztu. Postulując za prawem do artystycznej nagości, Paryżanie rozpoczęli manifestacje na ulicach. Obecnie na deskach Moulin Rouge dwa razy dziennie odbywa się rewia „Feerie”, która nawiązuje do tradycji tego miejsca. Jego popularność jest tak duża, że bilety trzeba rezerwować z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem.
Cała dzielnica mieni się od kolorowych neonów zachęcających do ”spotkań towarzyskich”.

Image

Skoro byliśmy w dzielnicy Pigalle, nie mogliśmy przeoczyć słynnego placu Folies Pigalle. Dawniej było to kolejne miejsce paryskiej bohemy, która oddawała się tu nie tylko gwarnym dyskusjom, ale i też uciechom w „hotelach na godziny”. Większości Polaków Plac Pigalle kojarzy się z serialem „Stawka większa niż życie”, dzięki hasłu „W Paryżu najlepsze kasztany są na placu Pigalle”, którym posługiwali się francuscy antyfaszyści. Odzewem było: „Zuzanna lubi je tylko jesienią”, a kontrodzewem: „Przesyła Ci świeżą partię”. Niestety kasztanów nie było, więc udaliśmy się w dalszą drogę.

Image

Kolejka Metra zabrała nas w okolicę Père-Lachaise czyli na najbardziej znany cmentarz Paryża. Pochowano tutaj artystów, naukowców, dowódców i polityków. Także Polaków. Turyści z naszego kraju składają tutaj kwiaty na mogile Fryderyka Chopina. Swoje groby mają tu także muzycy jak Edith Piaf czy wokalista grupy „The Doors” James „Jim” Morrison. Podobno mieliśmy już z daleka słyszeć śpiewy fanów, wznoszących toast za spokojne życie wieczne swojego Idola, jednak po odnalezieniu mogiły czekał nas zawód. Prowizoryczne ogrodzenie, uschłe róże i kilkaset wyżutych gum przylepionych do drzewa. No cóż, dobrze że Père-Lachaise to także największe tereny zielone stolicy Francji. Rośnie tutaj około 5 tys. drzew. Wiele z nich jest objętych szczególną ochroną jako pomniki przyrody.

Image

Image

Wtorek

Od samego rana czułam ten dreszczyk emocji związany z wizytą w kolejnych miejscach. Można się domyślać, że będą to muzea sztuki. Pierwsze z nich to Le Musée d’Orsay. Sam budynek ma niezwykłą historię. Dawniej miejsce to pełniło funkcję dworca kolejowego. Do dziś zachowały się tam dwa przepiękne zegary. Później budynek był centralą pocztową, ośrodkiem dla jeńców, domem aukcyjnym oraz teatrem. W końcu prezydent Francji Valéry Giscard d’Estaing zaproponował utworzenie muzeum sztuki, które swoją kolekcją uzupełni lukę między Luwrem a Centrum Pompidou.

Image

Image

Znaleźć tu można dzieła takich twórców jak Monet, Degas, Renoir, Van Gogh, Cezanne, Toulouse-Lautrec czy Gauguin. Wspierający mąż dzielnie pokonywał kolejne sale wypełnione płótnami moich mistrzów. Szczególną atencją obdarzył polinezyjskie prace Paula Gauguina oraz drewniane rzeźby będące ozdobą jego „Domu Rozkoszy” (Maison du Jouir). Osobą poszukującym ciekawych biografii polecamy historię życia tego artysty. Jedna z wersji zakłada, że to właśnie Gauguin odciął ucho swojemu przyjacielowi Vincentowi van Goghowi, po zakrapianej absyntem kłótni.

Image

Image

Image

Po około 3 godzinach spędzonych w d’Orsay i przerwie na francuskie smakołyki, udaliśmy się do dzielnicy Marais na 5 Rue de Thorigny, gdzie mieści się Muzeum Pabla Picassa. W pięknej, XVII wiecznej rezydencji Hotel Sale znajduje się kolekcja obejmująca cały okres płodności artysty, czyli prawie 80 lat jego twórczości. Dzięki wspaniale zdobionym sufitom, rzeźbionym schodom i kryształowym żyrandolom zwiedzanie galerii staje się jeszcze bardziej magnetyczne. Sam malarz mówił o sobie „Jestem największym kolekcjonerem Picassa na świecie”, ponieważ większość dzieł artysty znajdowało się w jego pracowniach i mieszkaniach. Po śmierci Pabla, spadkobiercy musieli uregulować gigantyczne zobowiązania finansowe, (czy też to był bardzo wysoki podatek spadkowy). W efekcie odstąpili Państwu ponad 3,5 tysiąca obrazów, grafik, szkiców, rycin, kolaży płaskorzeźb, ilustrowanych ksiąg, ceramiki, rzeźb. To dzisiaj główne pozycje wystawy, wśród których jest aż 3 tysiące grafik.
W czasie naszej wizyty odbywała się specjalna wystawa prac dotycząca historii obrazu Guernica, arcydzieła stworzonego przez Picassa w wyniku zbombardowania małego hiszpańskiego miasta, zamówiony na wystawę światową w Paryżu. Mogliśmy podziwiać ekspresyjne szkice i rysunki przygotowawcze. Do pracy nad płótnem Picasso przystąpił 11 maja 1937 r., czyli krótko po tragedii baskijskiego miasta (26 kwietnia), udoskonalając siedem wersji kompozycji, które zostały sfotografowane przez Dorę Maar. To wielkie szczęście, że kolejne fazy powstawania tego wyjątkowego dzieła uwidocznione zostały dla potomnych. Guernica namalowana została w czerni i bieli. Główne linie kompozycji obrazu tworzą trójkąt. Po środku znajduje się ranny, przeszyty włócznia żołnierz, którego miażdży swymi kopytami dogorywający w bólu koń. Prawa strona obrazu zdominowana jest przez nieruchomego byka, którego geneza artystyczna i mityczne początki wywodzą się z kultury minojskiej. Symbolizuje on siłę. Trzy kobiety tworzą tragiczny chór. Ta z prawej strony wpada do płonącego domu, druga ucieka, a trzecia – matka, krzyczy trzymając w ramionach martwe dziecko. Guernica to rozdzierający wrzask. Wszystkie głowy krzyczą w próżnię. Ten ogromny obraz ( 349,3 x 776,6 cm) odbiera mowę. Guernicę można zobaczyć na stałe w muzeum Prado w Madrycie. Z mrocznych sal muzealnych, poruszeni tragicznymi wydarzeniami z Guernicy, przeszliśmy do kolejnych etapów twórczości wybitnego mistrza, a także obrazów jego przyjaciół i mentorów takich jak Matisse’a, Miro, Renoira, Degasa i Braque’a. Cena biletu do muzeum to 13,50 €.

Image

Image

Image

Image

Tym czym dla Izy jest sztuka, tym dla mnie jest sport. Jedną z ulubionych dyscyplin stanowi tenis. Jako nastolatek uwielbiałem biegać z rakietą po korcie. Zawsze marzyłem, by przenieść się na jedną z aren, gdzie rozgrywany byłby turniej wielkiego szlema. Taka okazja nadarzyła się tym razem.
Bilety na French Open zakupiliśmy internetowo w opcji „Wieczornych gości” – Evening Visitors po 17 € za sztukę. Promocyjna oferta zawierała jednak kilka haczyków m.in. pozwalała nam wejść na turniej od godz. 17:30, nie gwarantowała nam miejsc siedzących, dawała dostęp do pojedynków rozgrywanych na kortach bocznych oraz w razie złych warunków atmosferycznych, nasze bilety nie podlegały zwrotowi. Zdecydowaliśmy się jednak zaryzykować, mimo że „Wujek Google” przepowiadał opady.
W okolice kompleksu tenisowego nazwanego na cześć francuskiego lotnika, bohatera I wojny światowej – Rollanda Garrosa dojechaliśmy linią metra nr 10. Ze stacji Boulogne – Jean Jaurès spacerem doszliśmy do obiektu. Mimo, że byliśmy około godzinę przed otwarciem bram, to już formowała się kolejka chętnych fanów „białego sportu”.
Ku naszemu zaskoczeniu wieczornych gości zaczęto wpuszczać już od godz. 17:00. Po przejściu kontroli, podobnej do tej jak na lotnisku, znaleźliśmy się na terenie obiektu.
Odgłosy zachwytu i ogromne brawa doprowadziły nas do kortu, gdzie grali Jack Sock i Jürgen Zopp. Spotkanie można było porównać do pojedynku Dawida z Goliatem. Na papierze zdecydowanym faworytem był pierwszy z nich. Rozstawiony z „czternastką” Amerykanin, przewrotnie ubrany w barwy Estonii, jeszcze w zeszłym roku zajmował miejsce w pierwszej dziesiątce rankingu ATP, to dwukrotny medalista z Olimpiady w Rio de Janeiro oraz zwycięzca Wimbledonu w 2014 r. Osiągnięcia Jürgena Zoppa na tle konkurenta wyglądały dość blado. Estończyk wygrał dotychczas kilka trzeciorzędnych turniejów z cyklu ITF Futures i ATP Challanger, w rankingu ATP zajmował odległe 136 miejsce, a do French Open awansował jako szczęśliwy przegrany tj. „lucky loser”.
Na trybuny kortu udało się wejść po około 15 minutach czekania. W przerwie między gemami stewardesa wskazała nam dwa wolne miejsca siedzące. Na tablicy widniał wynik 1:1 w setach. Pojedynek był niezwykle wyrównany, różnica jaka dzieliła tenisistów w rankingu ATP nie była zauważalna. Podziwialiśmy returny, asy, przełamania czyli to co fani tenisa lubią najbardziej. Ręce same składały się do braw. Przerwy w meczu urozmaicała meksykańska fala. Na trybunach szczególnie głośna była grupa kibiców z U.S.A., która rozkręcała się z każdą wygraną piłką swojego rodaka. Dobra passa Jacka Socka trwała do czwartej odsłony pojedynku, a dokładnie jego przewagi 2:1 w setach i 4:1 w gemach. Amerykanin zaczynał swój serwis i właściwie już witał się z gąską. W tym momencie do gry wrócił Estończyk. Jack Sock zaczął popełniać proste błędy i co najgorsze wziął się za „sędziowanie’. To była woda na młyn dla Jürgena Zoppa. Początkowo doprowadził on do stanu 4-4 a następnie, przy wyniku 6-6 wygrał tie-breaka. Estończyk lepszy był również w piątym decydującym secie, zwyciężając 6:3. Po meczu, kibice obu tenisistom zgotowali owacje na stojąco.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Nie wszystkie pojedynki były jednak tak emocjonujące.

Image

Image

Środa

Ostatnie (choć nie na zawsze!) chwile naszej wizyty w stolicy Francji postanowiliśmy poświęcić na zakup pamiątek w małych butikach, od których roi się na każdym rogu. Spacerowaliśmy wzdłuż Sekwany, skąpani w paryskim słońcu i oczarowani dźwiękami francuskich melodii przygrywanych w co drugiej restauracji. W drodze na lotnisko postanowiliśmy pożegnać się z Paryżem z dachu ekskluzywnej dziesięciopiętrowej galerii handlowej Lafayette. Historia Lafayette zaczęła się od powstałej w 1893 roku zwykłej pasmanterii, usytuowanej na rogu ulic Lafayette i Chaussée d’Antin. Dziś to kompleks budynków, których dachy połączono ogromną kopułą. Ciekawostką jest fakt, że każde piętro galerii posiada swój własny, osobny sejf. Co wieczór około 600 kasjerów lub kasjerek chowa w nim utarg. Dziennie jest to około 4 miliony euro.

Image

Image

Galeria Lafayette, jest jedyną prywatną instytucją w Paryżu, która posiada czterdziestoośmioosobową własną straż pożarną! Kiedy na terenie obiektu włączają się czujniki przeciwpożarowe, ekipa ma 4 minuty, aby dojechać na miejsce i ugasić ewentualny pożar. Jeśli z jakiegoś powodu strażakom nie uda się dotrzeć na czas, następuje automatyczna ewakuacja ludzi, a 26 tys. sikawek, umiejscowionych na suficie w 5 minut zalewa wszystko wodą. Na szczęście, taka sytuacja nie zdarzyła się jeszcze nigdy w historii Lafayette. Wejście na dach galerii handlowej jest darmowe, a widok na Paryż nieziemski.

Image

Image

Nasza podróż po stolicy Francji trwała tylko kilka dni, mimo tego udało nam się zobaczyć jego najważniejsze punkty. Wizytę w Paryżu traktujemy jako życiową powinność. To tu nad Sekwaną, zaczynało się i toczyło wiele spraw ważnych dla świata sztuki, kultury i tradycji europejskich. By zobaczyć wszystko, co oferuje nam to miasto będziemy musieli wracać tu nieraz. I pewnie tak zrobimy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s