Przedłużony weekend w Izraelu

Za zimą delikatnie mówiąc nie przepadamy. Jak tylko nadchodzi, to nie możemy doczekać się kiedy odejdzie. Najchętniej zamienilibyśmy ją na  dłuższą wiosnę albo jesień, najlepiej w tym złotym, polskim wydaniu. Ten najchłodniejszy okres roku oszukujemy, odkurzając zdjęcia i wspomnienia z letnich wycieczek lub staramy przenieść się do miejsc, gdzie słupki termometrów wskazują wartości grubo powyżej zera. Tak też zrodził się pomysł by odwiedzić Izrael, w terminie kiedy pogoda nas nie rozpieszcza.

Do państwa leżącego na Bliskim Wschodzie wybraliśmy się w marcu br. na tzw. przedłużony weekend (piątek-poniedziałek). Lot z Gdańska trwał 4 godziny. Około godziny 11:00 lokalnego czasu wylądowaliśmy w Tel-Awiwie na lotnisku imienia Bena Guriona – urodzonego w Płońsku pierwszego premiera Izraela. O dziwo przejazd autobusem z płyty lotniska do głównego Terminala był dłuższy od owianej złą sławą kontroli granicznej. Witając się po hebrajsku (Boker-tow) z pracowniczką lotniska i mówiąc o naszych turystycznych planach, szybko przekonaliśmy urzędniczkę do wydrukowania bezpłatnych wiz.

Po około 30 minutach od lądowaniu byliśmy  w drodze do Tel-Awiwu, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg. Do celu dowiózł nas autobus, który funkcjonował bezpłatnie w ramach remontu trasy kolejowej.

Po godz. 12:15 wysiedliśmy na dworcu przy Merkaz (Savidor Center). Jako, że byliśmy prawie godzinę przed zakładanym czasem, postanowiliśmy do wynajętego przez airbnb mieszkania, udać się spacerem.

Odczuliśmy ulgę, obawialiśmy się bowiem jakichkolwiek opóźnień, powoli nastawał szabas (szabat).

W kulturze żydowskiej jest to dzień odpoczynku. Większość sklepów jest wtedy pozamykana, a  komunikacja miejska praktycznie nie kursuje, poza busami(szerutami) oraz taksówkami. Szabas trwa od piątkowego do sobotniego zachodu słońca.

Wskazane jest targowanie zarówno co do ostatecznej ceny oraz… ewentualnej ilości danego produktu. Znaczy to mniej więcej tyle, że za oferowane przez nas np: 20 szekli, licytowaliśmy ze sprzedawcą ostateczną ilość owoców, które trafią w nasze ręce. Warto odwiedzić ten targ pod koniec dnia, kiedy właściciele powoli zwijają interes, a towar można kupić po obniżonej cenie.

Po ponad dwugodzinnym spacerze zameldowaliśmy się wreszcie w mieszkaniu. Nie liczyliśmy już, że coś nas jeszcze zaskoczy. A jednak.  Klucze odebraliśmy od Lankijczyka, który na wieść o tym, że jesteśmy z Polski wspomniał jedynie o „polskich obozach śmierci”. Po lekcji historii zostawiliśmy rzeczy i poszliśmy na spacer po pobliskiej promenadzie, przy okazji zrobiliśmy zakupy w AP:PM, który jest czynny non-stop 24/7.

Ukazany powyżej, zdewastowany budynek zapisał się jako jedna z najkrwawszych kart w historii kraju. Znajdowała się tu dyskoteka, w której 01.06.2001 r. zamachowiec-samobójca zdetonował ładunek zabijając 21 osób.

Sobota

W ten dzień, ze względu na trwający do zachodu słońca szabas (ograniczenia w transporcie publicznym) zdecydowaliśmy się na udział w wycieczce fakultatywnej. Plan obejmował zobaczenie Masady, Ein-Gedi, Morza Martwego i rzeki Jordan.

https://www.touristisrael.com/tours/masada-ein-gedi-dead-sea/

Sprzed hotelu Grand Beach wyjechać mieliśmy o godz. 6:30. Na miejscu zbiórki czekał na nas autobus oraz spora grupa turystów. Brakowało jednak najważniejszej osoby tj. kierowcy. Oczekiwanie na niego zajęło nam ponad 30 minut. Ten jak już się pojawił, to oznajmił, iż jedzie, ale bez pasażerów i w innym kierunku. Nie mogliśmy uwierzyć w to co usłyszeliśmy. Po telefonie do organizatora wycieczki okazało się, że właściwy autobus będzie „za chwilę”.  Liczba podróżnych wzrastała z każdą minutą, pojawili się chętni na wyjazd do Ejlatu, Betlejem czy Jerozolimy.

„Chwila” trwała kolejne 30 minut. Wtedy podjechały dwa autobusy i samochód typu Van. Nikt jednak nie miał pojęcia, do którego pojazdu ma wsiąść. Nie potrafili nam pomóc również kierowcy, którzy mówili jedynie w języku arabskim. Po kilkunastu minutach zamieszania załadowaliśmy się do Vana, którego prowadzący kiwał głową z góry na dół, kiedy na jego oczach, pokazywaliśmy mapę Masady.

W podroży towarzyszyły nam dwie Włoszki, Kanadyjka i Hinduska. Atmosfera podczas jazdy była dość nerwowa, nikt z nas do końca nie wiedział czy jedziemy w dobrą stronę – włącznie z kierowcą, który trzymał się kursu obranego przez autobusy i dla pewności był w stałym kontakcie telefonicznym z organizatorem. Uspokoiły nas nieco drogowskazy ukazujące coraz mniejszy dystans dzielący nas od Jerozolimy.

Po około 60 min. jazdy dojechaliśmy na parking przed jednym z hoteli w największym mieście Izraela. Tam czekała kolejna grupa zdezorientowanych turystów. Pozytywem był fakt, iż wśród tłumu był mówiący po angielsku – organizator wycieczki. Ten uspokoił nas, mówiąc, iż jedziemy w dobrą stronę. Po przetasowaniach między autokarami, udało nam się wreszcie opuścić miasto i ruszyć w kierunku Zachodniego Brzegu (Jordanu).

Kilka kilometrów za rogatkami Jerozolimy zatrzymaliśmy się w na jednym z punktów widokowych.  Krajobraz jaki nam towarzyszy to góry, skały, piasek.

Po około godzinie dotarliśmy do leżącego na granicy z Jordanią  Kasr al-Jahud, gdzie wg Nowego Testamentu, Jan Chrzciciel ochrzcił Jezusa Chrystusa. Przyjmuje się również, że to właśnie tu Izraelici idąc w kierunku Ziemi Obiecanej, przekroczyli „suchą nogą” rzekę Jordan. Na miejscu przyjrzeliśmy się ceremonii chrztu w rzece Jordan oraz wzięliśmy udział w mszy w języku polskim!

Chrzest w rzece Jordan.

Msza w języku francuskim.

Miejsce mocno nas zaskoczyło. Uwagę przykuwały liczne tabliczki graniczne oraz przedstawiciele wojska czuwający zarówno po dwóch stronach brzegu. W Izraelu służba w armii jest obowiązkowa nie tylko dla mężczyzn (trzy lata służby), lecz także dla kobiet (dwa lata).

Gołąbki pokoju.

Zanim zamieniliśmy słowo z rodakami, szef wycieczki przypomniał nam, że „za chwilę” wyjeżdżamy, ponieważ musimy dojechać punktualnie w kolejne miejsce. Gdy usłyszeliśmy słowo „za chwilę” i „punktualnie” to szybko pomyśleliśmy sobie o organizatorze i poranku, szkoda że wtedy te dwie dewizy nie zafunkcjonowały prawidłowo.

Kolejnym naszym celem była plaża Kalia Beach. W ramach wycieczki wejście nad brzeg Morza Martwego jest darmowe.

Ogromne zasolenie w najniżej położonym akwenie świata  powoduje, że bez problemu możemy unosić się na tafli wody.

Błoto z Morza Martwego ma właściwości lecznicze dzięki dużemu nasyceniu związkami mineralnymi.

Pod znakiem zapytania stoi przyszłość akwenu. Jego powierzchnia kurczy się o metr rocznie, a przez ostatnie 40 lat zmniejszyła się o około 1/3. W celu ratowania morza rządy Izraela i Jordanii podpisały umowę dotyczącą wybudowania rurociągu, który miałby transportować  wodę z Morza Czerwonego do Morza Martwego.

Ciężko nam było „wyjść z depresji” i po około 2 godzinach leniuchowania opuściliśmy plażę i pojechaliśmy do rezerwatu Ein-Gedi. Podczas 60 minutowego spaceru, udało się nam zobaczyć zaledwie fragment parku narodowego.

Pielgrzymi.

Podziwialiśmy m.in. Wodospad oraz Studnię Dawida.

Zwiedzając pustynny kanion spotkaliśmy na swej drodze m.in. świnki morskie w wersji XXL czyli góralki syryjskie czy koziorożca nubijskiego .

Kolejnym punktem wycieczki była Masada – legendarna forteca, usytuowana na szczycie płaskowyżu.

Obiekt militarny powstał na życzenie Heroda Wielkiego . W roku 73 próby jej zdobycia podjęli się Rzymianie, którzy mimo ogromnej przewagi wojsk, długo nie potrafili przejąć twierdzy wroga. Udało im się to dopiero wzniecając pożar muru obronnego. Wtedy to lud Masady dostrzegł bezcelowość dalszej obrony i za namową przywódcy Eleazar ben Jaira, dokonano zbiorowego samobójstwa. Przedstawiciele „brzydkiej” płci zabili kobiety i dzieci. Następnie dziesięciu z wylosowanych, uśmierciło pozostałych mężczyzn. Z tych wybrano jednego, który zabił pozostałych i na końcu siebie.

Zapasy żywności pozostały nieruszone, aby Rzymianie wiedzieli, że nie zdobyli fortecy głodem. Podaje się liczbę 960 obrońców, którzy odebrali sobie życie. Ocalały dwie kobiety z pięciorgiem dzieci, które ukryły się w kanale.

Masada dla Izraelczyków stanowi symbol heroizmu, walki do samego końca. Na jej ruinach żołnierze składają przysięgę wojskową, powtarzając słowa „Masada nigdy więcej nie zostanie zdobyta”.

Na szczyt wjechaliśmy kolejką linową.

Czarna linia pokazuje granicę między tym co odkryli archeolodzy, a tym to co zostało dobudowane.

Niedziela

„Ale, że jak? Stacje drogi krzyżowej poukrywane są między kramami z towarem Chin?!”. Pamiętamy jak z niedowierzaniem oglądaliśmy program W. Cejrowskiego, gdzie bez patosu ukazane zostały uroki  Ziemi Świętej. Kilka lat po emisji pamiętnego odcinka  „Boso przez Świat” postanowiliśmy odwiedzić stolicę chrześcijaństwa.

Podróż autokarem nr 480 z dworca Tel–Awiw Savidor Center zajęła nam około godziny. Dużą część pasażerów stanowiła młodzież w mundurach, która zamiast (jak tu u nas bywa) tel. komórkowego trzymała w rękach inną „zabawkę” – broń.

Z dworca głównego, mijając ortodoksyjną, żydowską dzielnicę – Mea Szearim  przemieściliśmy się autobusem nr 1 na Górę Oliwną, by móc podziwiać panoramę  miasta. Wejście na szczyt zajęło nam około 20 minut. Można wybrać wersję  „bez wspinaczki” – bezpośrednio na punkt widokowy dojeżdża linia 84.

Uwagę przykuwa znajdująca się na Wzgórzu Świątynnym (złota) Kopuła na Skale.

Schodząc, odwiedziliśmy pobliski cmentarz oraz Ogrójec.

Kościół Grobu Najświętszej Marii Panny.

Mijając Lwią Bramę, weszliśmy na teren starego miasta.

Zdjęcie poniżej:

Kuczka – drewniany ganek służący do obchodów święta Sukkot (upamiętnienie 40-letniej wędrówki Żydów przez pustynię z Egiptu do Ziemi Obiecanej).

Niestety tego dnia, odwiedzenie strefy muzułmańskiej nie było dostępne dla turystów. Idąc przed siebie dotarliśmy do Via Dolorosa tj. Drogi Krzyżowej.

Miejsce to jest ogromnym…targiem, gdzie pomiędzy kramami poukrywane są Stacje Drogi Krzyżowej,  w tej z nr III odnaleźliśmy rodzime akcenty. Jak się okazuje w połowie ubiegłego wieku została ona przebudowana przez żołnierzy gen. Andersa, widnieją tu tablice z napisami w ojczystym języku.

Najtrudniej było nam zobaczyć ostatnie stacje drogi krzyżowej, umieszczone w Bazylice Grobu Świętego. Wejście do niej zamknięto nam tuż przed nosem, a odpowiedzialni za ochronę obiektu mundurowi, enigmatyczni odpowiadali, iż „za chwilę” wrota do Bazyliki zostaną otwarte ponowie. Plac przed kościołem zapełnił się  momentalnie. Wyjścia nie mieliśmy, trzeba było czekać.  Dramat stania w ukropie, przy naciskającym na barierki tłumie trwał około pół godziny. Kiedy otwarto już bramę, to oniemieliśmy, nie wiedzieliśmy czy jesteśmy w świątyni czy na pierwszym dniu promocji w supermarkecie. Ci co przed chwilą mdleli, czy Ci o kulach nagle…biegli. Cudowne uzdrowienie, dosłownie !!! Celem był Grób Jezusa. By się do niego dostać trzeba było ustawić się w ogromnej kolejce, która poruszała się w żółwim tempie. Przyjrzeliśmy się więc pozostałym stacjom umieszczonym w tej Bazylice.

Po wyjściu z kościoła zaszliśmy pod Ścianę Płaczu. Fragment muru dawnej świątyni jest uważany przez żydów,  za najważniejsze miejsce w ich religii. Obowiązuje tu podział na część żeńską i męską, z tym że ta brzydsza płeć może przejść na fragment wygrodzony dla kobiet, ale nie odwrotnie.  Żydzi modlą się tu, stojąc twarzą do kamieni, a w szpary muru wkładają fragmenty papieru z napisanymi prośbami do Boga.

Odbijając z trasy w Misgakv Ladakv doszliśmy na taras widokowy.

Plac zabaw z kratami i drutem kolczastym.

W Jerozolimie można znaleźć wypożyczalnie…drewnianych krzyży. Chętnych do ich dźwigania na trasie Drogi Krzyżowej nie brakuje.

Błądząc uliczkami Starego miasta ruszyliśmy w kierunku dworca autobusowego, skąd wróciliśmy do Tel-Awiwu. Z głównego przystanku spacerem, udaliśmy się do pobliskiego centrum handlowego, gdzie znajduje się (Azrieli Observatory), tutaj zobaczyliśmy miasto z góry.

Wieczorem wybraliśmy się na spacer do jednego z najstarszych portów na świecie – Jaffy. Uważana za najbardziej urokliwą dzielnicę Tel-Awiwu, łączy wpływy arabskie z żydowskimi.

Między wąskimi uliczkami można natrafić na wiszące pomarańczowe drzewo. Znajdująca się w kamieniu roślina nawiązuje do usytuowanych dawniej w Jaffie, licznych pomarańczowych gajów. Zawieszona instalacja pokazuje, że może żyć, rosnąc nad ziemią ponad konfliktami.

Z parku podziwiać można nowoczesną część miasta.

Poniedziałek

Powrót zaplanowany mieliśmy w południe . Na lotnisku zjawiliśmy się około 2,5 godz. przed odlotem i jak się okazało, byliśmy na styk. Przejazd na drugi terminal i przejście kontroli zajęło nam ponad 1,5 godziny.  Pieczątki w paszporcie z państw nieprzyjaznych Izraelowi wydłużają całą procedurę, najwięcej czasu jednak zajmuje czekanie na swoją kolej. Pytania są dość standardowe i dotyczą naszych wrażeń z podróży, spotkanych po drodze osób oraz rzeczy, które nas zaskoczyły.

Trzy dni w Izraelu to wystarczający czas by nie zasnąć w głośnym, imprezowym Tel-Awiwie, pomodlić się w Jerozolimie, popływać i „wyjść z depresji” nad Morzem Martwym, podziwiać naturę w Ein-Gedi i „nie zdobyć” Masady”.  Trzeba jednak pamiętać, że ceny w Izraelu należą do wysokich. Dziwić może ilość kontroli oraz wojska na dworcach, przy centrach handlowych, ale przez to czujemy się bezpiecznie. Izrael to kulturowy tygiel, gdzie wszystko się miesza – ludzie, wiara, historia, moda, sztuka. Izrael  to kraj, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s