Islandia – Inna planeta

Image

Pierwszą szpilkę na mapie, oznaczającą wspólny cel podróżniczy, wbiliśmy jednogłośnie w tę wyspę. Islandia bo o niej mowa, była jednym z miejsc, które od dawna nas fascynowało, zarówno turystycznie jak i…muzycznie. Zastanawialiśmy się jak to możliwe, że z tak małego kraju pochodzi tylu z znanych wykonawców. Od zespołów Sigur Rós, Kaleo czy GusGus po „Brzozę” z isl. Björk. Ta ostatnia szczególnie utkwiła w głowie męskiej części „Pinezek”, a dokładnie jej debiutancki, psychodeliczny teledysk „Human Behaviour”, który często gościł na antenie MTV w czasach kiedy stacja ta, jeszcze emitowała muzykę. Dziś wyżej wymienieni artyści często nawiązują do swojego pochodzenia. Warto zobaczyć (i posłuchać) film dokumentalny pt: „Heima” (z isl. dom) łączący krajobrazy „Wyspy Lodu” z muzyką grupy Sigur Rós, czy obejrzeć teledyski kapeli Kaleo, które kręcone były np. wewnątrz islandzkiego wulkanu lub na…krze.
Nasza „lista życzeń” związana z tym krajem była długa, od zobaczenia jednego z największych wodospadów w Europie, obserwacji wybuchu gejzera, po spotkanie na swej drodze mewo-pingwino-papugę tj. maskonura. Marzyliśmy również o podziwianiu zorzy polarnej, wejściu na lodowiec, czy wykąpaniu się w jednym z licznych gorących źródeł. Jak się okazało, w 4 dni można zrealizować większość punktów z tego planu. Zacznijmy jednak od początku.
Od dobrych kilku lat, systematycznie, przeglądaliśmy relacje z wypraw oraz promocyjne oferty lotów do Keflaviku z przesiadkami w Londynie czy Berlinie. Kiedy niecierpliwa męska część „Pinezek” chciała już rezerwować bilety, żeńska tonowała emocje twierdząc, iż kwestią czasu jest, jak dolecimy tam linią „niskokosztową” z Polski. Nie minęło wiele, a Wizzair otworzył połączenie Gdańsk-Reykjavik. Stało się więc jasne, że wkrótce staną tam nasze stopy. Zsynchronizowanie urlopów z rozsądnym cenowo przelotem na „Wyspę Lodu” nie było łatwym zadaniem. Chcieliśmy zobaczyć ten fragment świata podczas stosunkowo ciepłych i „długich dni”, a przy okazji marzyliśmy by zobaczyć zorzę polarną. Dogodnym terminem okazał się przedłużony weekend na początku września br. Nasz czterodniowy plan zakładał odwiedzenie południowo-zachodniego fragmentu wyspy.

Piątek 1.09.2017

Po godz. 14:00 wystartowaliśmy z gdańskiego lotniska w kierunku Islandii. Wszystko szło zgodnie z planem do ostatniej prostej, dosłownie. Samolot którym lecieliśmy, podczas lądowania, dostał silny, boczny podmuch wiatru i… z powrotem wzbiliśmy się ku niebu. Na pokładzie zapanowała konsternacja, pilot szybko poinformował nas, iż jest to standardowa procedura przy tego typu przypadkach. Możemy Was zapewnić, że zdecydowanie niestandardowe były za to miny pasażerów. Po rundzie nad Reykjavikiem i kolejnym podejściu udało się nam bezpiecznie wylądować. Na pokładzie wszyscy bili brawo, nawet najwięksi przeciwnicy klaskania. Po opuszczeniu terminalu w Keflaviku, udaliśmy się na pobliski przystanek, z którego odjechaliśmy bezpłatnym autobusem do wypożyczalni aut znajdującej się w sąsiedztwie lotniska. Z opóźnieniem, około godz. 17:00 odebraliśmy nasze „terenowe” auto… Kia Piccanto i ruszyliśmy w kierunku stolicy państwa. Nasze „rumakowanie” mijając m.in. Stjarnan(Garðabær) skończyło się po około godzinie jazdy. Wtedy dojechaliśmy do Reykjaviku i zaparkowaliśmy auto na bezpłatnym parkingu przy najsłynniejszej budowli miasta – kościele Hallgrímskirkja.

Image

Spacerując doszliśmy do rzeźby statku Sólfar, w tym momencie zaszło słońce i zaczął padać deszcz, który jak się później okazało towarzyszył nam z różną intensywnością już do końca pobytu.

Image

Ze względu na opóźnienie odpuściliśmy oglądanie reszty miasta i ruszyliśmy (z przerwą na zakupy w Selfoss) do oddalonego o około 70 km na południowy-wschód od stolicy –Stokkseyri. Tam mieliśmy zarezerwowane wszystkie 3 noclegi w Ocean Beach Apartments (polecamy) na nasz krótki pobyt w Islandii.

Sobota 2.09.2017 r.

Różnica czasowa, a dokładnie cofnięcie zegara o 2 godz. ułatwiło nam pobudkę. Nasz plan na ten dzień zakładał odwiedzenie atrakcji położonych na wschód od bazy wypadowej. O godz. 8:00 byliśmy już w drodze.

Image

Po ponad 60 minutach jazdy w ulewie, z krajowej „jedynki” odbiliśmy w drogę 249, gdzie znajduje się wodospad Seljalandsfoss. Ku naszemu zaskoczeniu pobocze drogi podobnie jak i parking (płatny 700 ISK) szczelnie zajmowały samochody. Udało się nam jednak znaleźć miejsce i w deszczu obeszliśmy ten cud natury.

Image

Image

Image

Seljalandsfoss ruszyliśmy drogą nr 1 dalej na wschód, w kierunku kolejnego „fossa” tj. wodospadu, tym razem – Skógafoss. Po około 30 minutach jazdy, skręciliśmy w lewo do miejscowości Skógar, gdzie poza wspomnianą wcześniej atrakcją znajduje się również skansen z tradycyjnymi torfowymi domami.

Image

Skógafoss ma około 60 m wysokości i na jego szczyt można wejść po schodkach. Jest to doskonały punkt widokowy na okolicę tj. sąsiadujący z nim słynny wulkan Eyjafjallajökull, który erupcją w 2010 r. pokrzyżował lotnicze plany wielu z nas.

Image

Image

Image

Image

Kolejnym naszym celem miała być plaża w Sólheimasand, gdzie spoczywa wrak rozbitego samolotu. Miała być. Jadąc na wschód, przebijaliśmy się przez gęste krople deszczu. Chwilowe przejaśnienie spotkało nas tuż przed metą. Wtedy naszym oczom ukazał się… lodowiec. Nie wahając się odbiliśmy w drogę 221.

Image

Jak się okazało był to Sólheimajökull – wysunięty język lodowca Mýrdalsjökull. Zostawiliśmy auto na parkingu i ruszyliśmy na spacer. Widoki odjęły nam mowę. Lód łączący się ze skałami i wulkanicznym pyłem sprawiał wrażenie nieziemskiego miejsca. Obok nas dryfowały ogromne bryły, będąc jeszcze nie tak dawno częścią Sólheimajökul.

Image

Image

Image

Image

Image

Uwagę przykuwały również liczne grupy turystów wyposażonych w czekany, kaski, raki i liny, wyruszające na wycieczkę po lodowcu.

Image

Po długiej kontemplacji ruszyliśmy do znajdującej się nieopodal czarnej plaży – Sólheimasand, gdzie znajduje się wspomniany wrak amerykańskiego samolotu.

Image

Na przydrożnym parkingu pozostawiliśmy auto i po około 45 minutowym spacerze dotarliśmy do Douglasa Super DC-3. Historia tego miejsca sięga 1973 roku, kiedy lądował tutaj awaryjnie amerykański aeroplan. Na całe szczęście nikomu nic się nie stało, a wrak pozostawiono na pastwę losu. Niestety bardziej destrukcyjnie na obiekt działają turyści niż sama natura. Mieliśmy wrażenie, że znaleźliśmy się na placu zabaw ulokowanym na pustyni, gdzie głównym obiektem jest samolot, po którym można biegać, skakać celem wykonania „najciekawszego” zdjęcia. Nie poczuliśmy klimatu tego miejsca. Nam obiekt skojarzył się… z wczorajszym lądowaniem.

Image

Image

Wróciliśmy na parking, żałowaliśmy tych 2 godzin, które okazały się kluczowe. Stąd pojechaliśmy (odbijając z „jedynki” w drogę 218) do Dyrhólaey, najbardziej na południe wysuniętej części wyspy. Miejsce znane jest z licznych formacji skalnych, latarni morskiej i maskonurów. Tych ostatnich jednak nie zastaliśmy.

Image

Image

Ruszyliśmy więc do Vik i Myrdal co w tłumaczeniu znaczy „zatoka bagiennej doliny”. Na miejscu podziwialiśmy czarną plażę i skalne słupy, a właściwie jak mówi legenda – skamieniałe trolle. Niespodzianką była obecność ogromna ilości maskonurów, które latały nisko nad naszymi głowami! Wyjątkowe miejsce!

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Późna pora zmusiła nas do weryfikacji planów. Odwiedziny wraku samolotu i spontaniczne podziwianie lodowca zajęły nam więcej czasu niż zakładaliśmy. Zrezygnowaliśmy więc z kanionu Fjaðrárgljúfur i laguny lodowcowej Jökulsárlón. Ostatnim naszym celem tego dnia był Seljavallalau czyli najstarszy basen geotermalny znajdujący się na wyspie . Dotarliśmy do niego w drodze powrotnej z Vik, odbijając z „jedynki” w mocno wyeksploatowaną, żwirową drogę nr 242. Z parkingu do akwenu prowadzi urokliwa trasa poprzez dolinę. Spacer zajmuje około 10-15 minut.
Seljavallalau powstał w 1923 roku, w 1927 roku wprowadzono tutaj naukę pływania, z której egzamin jest dziś obowiązkowym przedmiotem na maturze! Jedną ze ścian basenu stanowi zbocze góry, akwen wypełnia gorąca woda z wnętrza ziemi oraz ta spływającą z wulkanu Eyjafjallajökull. Stan obiektu (basenu + szatni) nie jest może najlepszy, ale kąpiel w takich okolicznościach przyrody wynagradza nam wszystko.

Image

Było to dla nas idealne miejsce na relaks po intensywnym dniu.

Niedziela 3.09.2017 r.

Gejzer Strokkur, wodospad Gullffos czy dolina Pingvellir to jedne z najchętniej odwiedzanych atrakcji wyspy. Są one usytuowane stosunkowo blisko siebie i tworzą tzw. Złoty Krąg czyli Islandię w pigułce. Dzień rozpoczęliśmy od wizyty w pobliskim jeziorze wulkanicznym – Kerio (Kerið). Wejście na teren atrakcji kosztuje 400 ISK (14 zł). Krater ma 3 tys. lat, jego barwa ze względu na liczną roślinność, zmienia się w zależności od pory roku.

Image

Po spacerze wkoło wulkanu udaliśmy się w kierunku „maselniczki” (z isl. strokkur) czyli największego czynnego gejzera na wyspie. Geysir to nazwa obszaru na którym zlokalizowane jest kilka źródeł. Woda podgrzewana przez zalegającą magmę powoduję wybuch gejzera. W przypadku Strokkur, wyrzuca on słup wody na wysokość ponad 30 metrów co około 10 min.

Image

Znajdujący się obok uśpiony, flagowy „Geysir” wybucha jedynie podczas trzęsień ziemi. W latach świetności wyrzucał wodę nawet do 80 metrów w górę. W pobliżu można spotkać mniejsze gorące źródła o intensywnych barwach.

Image

6 km dalej znajduje się jeden z największych wodospadów Islandii – Gullfoss (Złoty Wodospad).

Image

Woda rzeki spływa tutaj przez dwa progi wysokie na 11 i 21 metrów. W słonecznie dni uroki dodaje unosząca się nad nim tęcza.

Image

Image

 

W latach 20. planowano wybudować tutaj elektrownię wodną. Według jednej z wersji sprzeciwiła się temu córka właściciela terenu, na którym znajduje się Gullfoss, grożąc skokiem do wodospadu w przypadku rozpoczęcia budowy. Z realizacji projektu więc zrezygnowano, a obrończynię uwieczniono na płaskorzeźbie znajdującej się na trasie ponad wodospadem. Oficjalnie inwestycja nie doszła do skutku ze względu na niedopełnienie formalności.
Gullfoss wydawał nam się ogromny. Zaczęliśmy zastanawiać się więc, jak wyglądać musi największy wodospad w Europie, znajdującego się również na Islandii – Dettifoss.

Chwila przerwy, widok na kąpielisko w Laugarvatn.

Image

Dalej ruszyliśmy w kierunku Þingvellir „równiny zgromadzeń” miejsca, gdzie w 930 r. powstał pierwszy na świecie parlament (Althing). Þingvellir tworzy jedną z najważniejszych kart w historii Islandii. Na obszarze tym stykają się dwie płyty tektoniczne – euroazjatycka z północnoamerykańską. Interesujący geologicznie teren charakteryzują liczne szczeliny, wzgórza czy akweny, gdzie w jednym z nich – Drekkingarhylur (basenie do topienia) dokonywano egzekucji. Dolina i jej okolice wpisano na listę UNESCO, a w jednym z pięciu znajdujących się tam domów, letnią rezydencję, posiada premier Islandii.

Image

Image

Image

Image

Z Þingvellir pojechaliśmy do Reykjaviku. Parkując przy kościele Hallgrímskirkja zaczęliśmy spacer po stolicy Islandii.

Image

Image

Image

Od 1881 r. miejsce obrad islandzkiego parlamentu.

Image

Image

Image

Po prawie dwugodzinnej wędrówce, pojechaliśmy do jednej z najbardziej komercyjnych atrakcji wyspy czyli kąpieliska Błękitna Laguna (Blue Lagoon). Przed wyjazdem na Islandię, planowaliśmy pobyt na słynnym basenie połączyć z dobrą pogodą, jednak kiedy na 3 tygodnie przed wyjazdem zobaczyliśmy, że na interesujący nas weekend zostały ostatnie bilety, to rezerwowaliśmy wejściówki na termy w ciemno. Jak się okazało ciemno też tam było, ale od intensywnego deszczu. O atrakcyjnych, folderowych zdjęciach mogliśmy zapomnieć.

Image

Po wizycie w SPA, wróciliśmy nocą do naszego hotelu.

Poniedziałek 4.09.2017 r.

Drogą prowadzącą wzdłuż wybrzeża pojechaliśmy do lotniska w Keflaviku. Obserwując fale odbijające się o tamtejsze klify pożegnaliśmy się z Islandią i wróciliśmy samolotem do Gdańska.

Czterodniowy pobyt to zdecydowanie zbyt krótki czas by poznać całą wyspę, ale wystarczający by się w Niej zakochać. Warto wybrać się tu choć na chwilę. Południowo-zachodnia część kraju to Islandia w pigułce. Dużo czasu zajmuje przejazd między atrakcjami, ale każdy kilometr trasy cieszy nasze oko. Mimo deszczowej pogody, wulkany, gejzery, maskonury czy wodospady zrobiły na nas ogromne wrażenie. Nie spodziewaliśmy się, że 3,5 godzinny lot przeniesie nas na inną planetę.

Podsumowanie

Przejechaliśmy 900 km – wydaliśmy na paliwo 317 zł (większość stacji benzynowych jest samoobsługowych co oznacza płatność kartą). Polecamy stronę z lokalizacją „cepenów” wraz aktualną ceną paliwa http://blog.tripcreator.com/gas-stations-in-iceland/. Warto będąc już na Islandii, odwiedzić punkt informacji turystycznej, gdzie dostępne są bezpłatne mapy.
Wypożyczenie samochodu Goldcar– 506 zł
Bilety lotnicze Wizzair – 716 zł
Nocleg Ocean Beach Apartments w Stokkseyri – 880 zł
Wizyta w Blue Lagoon – 580 zł

Całość – 2999 zł / 2 = 1499,50 zł za osobę.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Islandia – Inna planeta

  1. Zrezygnowaliście z z kanionu Fjaðrárgljúfur i laguny lodowcowej na rzecz wraku samolotu ??????? Powiedzcie że to żart.
    Najpiękniejsze miejsca Islandii poświęciliście dla paru blach rozreklamowanych przez „artystę” J. Bibera ???
    Zabić Was to mało 🙂 Będziecie się smażyć w piekle!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Samolot? Zafascynował nas stary teledysk Sigur Rós – Heima. Z tym piekłem to masz rację, ciągnie nas na tam, a dokładnie do islandzkiego wulkanu Krafla, pod którym znajdują się wrota do hadesu. Wrócimy tam jeszcze. Pozdrawiamy! 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s