Katalonia śladami wielkich artystów

Image

Czy katalońskich artystów może inspirować atom, jajko czy 4 koty? O czym pomyślał Salvador Dali patrząc na rozpływający się ser? Na te i inne pytania odpowiemy w naszej relacji.

Malarstwo to dziedzina, która w nas kiełkuje. Odkrywamy ją na nowo, staramy się nadrobić zaległości z dawnych lat. Iza systematycznie wchłania biografie kolejnych artystów, skrupulatnie czytamy profil Niezła Sztuka na FB oraz obserwujemy #malarznadzis i #malarstwo w serwisie wykop.pl.
Kiedy więc padł pomysł podróży do Barcelony, wiedzieliśmy że poza standardowymi atrakcjami regionu, będziemy chcieli zobaczyć miejsca związane ze słynnymi, katalońskimi artystami.

09.08.2017 r.
Naszą tygodniową podróż zaczęliśmy od wieczornego lotu z Gdańska do Barcelony(bilety zamówione w czerwcu 2 x 360 zł). Około godz. 21:30 zameldowaliśmy się na lotnisku El Prat i spóźnionym autobusem L77 (bilety kupione u kierowcy za ponad 2 Euro szt.) ruszyliśmy w kierunku naszego hotelu znajdującego się w Sant Just Desvern.
Na pierwsze 3 noce wybraliśmy HLG Citypark Sant Just (polecamy). Przekonał on nas do siebie położeniem (znajduje się w barcelońskiej 1 strefie i umożliwia korzystanie z kart T-10, która w cenie 10 Euro pozwala na wykonanie 10 przejazdów). Istotna była też cena 180 zł za noc (dzięki kodom promocyjnym na makemytrip.com). Zaletą była również bliskość centrum handlowego – Esclat.

10.08.2017 r.
Dzień rozpoczęliśmy od 20 min. przejazdu kolejką podmiejską(SKM-ką) linii R4, z pobliskiej stacji St. Feliu de Lllobregat do centrum Barcelony, a dokładnie na Plac Kataloński.
Z serca miasta ruszyliśmy w kierunku parku, który zaprojektował Antoni Gaudi (Parku Güell). Idąc jedną z najbardziej reprezentacyjnych ulic Barcelony Passeig de Gràcia przyjrzeliśmy się dwóm dziełom zaprojektowanym przez w/w architekta – Casa Batlló i Casa Milà. Pierwsza z kamienic, nawiązuje do legendy o patronie Katalonii – św. Jerzym i jego heroicznej walce ze smokiem. Charakterystyczne dachówki symbolizują łuski potwora, a wieżyczka jest niczym miecz wbity w bestię. Kolumny w kształcie kości to pozostałości ofiar smoka. Balkony przypominają formą maski.
Kolejna z budowli Gaudiego to Casa Milà nazywana przez barcelończyków La Pedrera czyli Kamieniołom. Obiekt jest potężnym skalnym blokiem, którego pofalowana elewacja nawiązuje do oceanu, a kute balkony do wodorostów.

Image

Spacerowaliśmy cały czas pod górę, na wysokości Casa Vicens odbiliśmy w wąskie uliczki, które doprowadziły nas do ruchliwej Travessera De Dalt. W głowie powoli zadawaliśmy sobie pytanie „Daleko jeszcze?”. Z pomocą przyszła nam ostatnia prosta, a dokładnie ruchome schody przy ulicy Av. del Santuari de Sant Josep de la Muntanya, dzięki nim byliśmy na mecie. Kiedy już witaliśmy się z gąską i mijaliśmy bramę obiektu to zauważyliśmy informację o wyprzedaniu na dziś, wszystkich biletów uprawniających do zobaczenia ogrodu. Mimo zrozumiałego komunikatu, staliśmy i z niedowierzaniem kiwaliśmy głowami. Po szybkiej burzy mózgów i sprawdzeniu prognozy pogody zakupiliśmy bilety na poniedziałek na godz. 12:00. Powrót tutaj oznaczał również zmiany w naszym planie podróży. Na pocieszenie obejrzeliśmy resztę parku, która jest dostępna za darmo.

Image

Image

Teren zdobią liczne palmy i…skrzeczące papugi. Dodatkowo stanowi on doskonały punkt widokowy, a w jego najwyższym miejscu Wzgórzu Trzech Krzyży możemy podziwiać Barcelonę oraz jej okolicę.

Image

Image

Z niedosytem opuściliśmy tą zieloną część miasta i schodząc w kierunku centrum odwiedziliśmy kolejne dzieło A. Gaudiego – Sagrada Família.

Image

Jej budowa rozpoczęła się w 1882 roku. 12 miesięcy później, prace nad obiektem przejął Gaudi i poświęcił się projektowi, aż do śmierci. Został on pochowany w jednej z krypt katedry. Sagrada Família według założeń ma zostać skończona w 2026 roku, w 100 rocznicę śmierci katalońskiego czarodzieja architektury.
Spod katedry ruszyliśmy spacerem w kierunku miejsca, gdzie moglibyśmy zażyć kąpieli zarówno tej morskiej jak i tej słonecznej. Ulica Carrera de la Marina doprowadziła nas do Barcelonety.

Image

Image

Image

W pięknej szerokiej plaży (podobnej do tych trójmiejskich), zakochaliśmy się od pierwszego wejrzenia. Jedynym minusem była ogromna ilość handlarzy zachęcających do kupna napojów, koca czy wykonania masażu. Do dziś siedzi nam w głowie „Bir, akła, bir”, czy „Ola masaż, masaje”.
Po paru godzinach relaksu, spacerem wzdłuż Barcelonety dotarliśmy do portu i pomnika Krzysztofa Kolumba, wzniesionego z okazji Wystawy Światowej, która odbyła się w stolicy Katalonii w 1888 roku.

Image

Image

Monument upamiętnia miejsce powrotu K. Kolumba z jego pierwszej wyprawy do Indii . Tutaj też swój początek ma słynny niczym sopocki Monciak – deptak La Rambla.

Image

Nazwa ulicy wzięła się od arabskiego słowa „Raml” oznaczającego rzekę, a dzisiejsza aleja mieści się w jej wyschniętym korycie.
Na moment zaszliśmy do jednego z najpopularniejszych i najstarszych bazarów w mieście – La Boqueria.

Image

Image

Lokal 100 Montaditos, w którym często gościliśmy, z przekąskami w cenie od 1 €

Image

Idąc deptakiem doszliśmy do Placu Katalońskiego, czyli tam gdzie zaczęła się nasza dzisiejsza przygoda z Barceloną. Stąd wróciliśmy SKMką do hotelu.

11.08.2017 r.
Po godz. 9:00 dojechaliśmy SKMką do stacji Arc de Triomf w Barcelonie.

Image

Ozdobą tego miejsca jest Łuk Triumfalny, który podobnie jak pomnik K. Kolumba został wybudowany z okazji Wystawy Światowej w 1888 roku. Stanowił on wejście na teren targów. Długa prosta doprowadziła nas do Parku Ciutadella, którego nazwa pochodzi od niegdyś stojącej tu i zburzonej w XIX cytadeli. Ozdobą skweru jest fontanna Cascada, w której zaprojektowaniu brał udział student architektury – Antoni Gaudi.

Image

Z parku udaliśmy się do znajdującego się nieopodal Muzeum Pabla Picassa. Za bilety zapłaciliśmy 11 € za szt., warto wiedzieć, że obecnie w każdy czwartek w godz. 18:00 – 21:30 i w pierwszą niedzielą miesiąca od godz. 9:00 do 19:00 wejście do obiektu jak darmowe, wcześniej jednak należy zarezerwować bilety na konkretną godzinę.

Image

Podczas zwiedzania obowiązuje całkowity zakaz robienia zdjęć. Informatory audio są dostępne za 5 Euro , jednak nie ma tych w języku polskim. Nam się udało spotkać kilka anglojęzycznych grup wraz z przewodnikami, mogliśmy więc przysłuchać się kilku anegdotom dotyczących twórczości hiszpańskiego malarza. Najwięcej prac związanych jest z początkiem jego kariery. Obrazy eksponowane są chronologicznie, można więc zaobserwować rozkwit twórczości Picassa. Mimo, że w muzeum nie ma największych dzieł malarza, to warto tu przyjść. Około 1,5 godz. zajął nam spacer między eksponatami.

Wielka Trójca

Image

Liczne plakaty zachęcające mieszkańców regionu do głosowania na „TAK” w wyborach dotyczących niepodległości Katalonii.

Image

Kolejne nasze kroki skierowaliśmy na pobliską Barcelonetę. Po odpoczynku na piasku ruszyliśmy w kierunku średniowiecznej dzielnicy Barri Gòtic.

Image

Celowo błądząc w labiryncie wąskich ulic dzielnicy gotyckiej, przyglądaliśmy się tutejszej architekturze. Przechodząc przez Carrer del Bisbe, mijając Katedrę Barcelońską doszliśmy do słynnej restauracji Els Quatre Gats w tłumaczeniu„Cztery koty”.
Zwrot ten w języku katalońskim oznacza „kilka mało ważnych osób” . Lokal mieszczący się przy Carrer de Montsió 3, pod koniec XIX wieku był miejscem spotkań katalońskiej bohemy. Gościli tu tacy artyści jak Julio González, Santiago Rusiño, Antoni Gaudi, czy Pablo Picasso. Ten ostatni zorganizował tu debiutancką wystawę swoich prac oraz specjalnie dla lokalu zaprojektował menu.

Image

Grafika Ramona Casasa związana z Els Quatre Gats – tandem 2 artystów zarazem współwłaścicieli lokalu Miquela Utrillo i Santiago Rusiño.

Pod wieczór ruszyliśmy SKMką na lotnisko, gdzie czekało na nas zarezerwowane na 48 godzin auto. Noc spędziliśmy jeszcze w Barcelonie, jednak na kolejne 2 dni zaplanowaliśmy odwiedzić Wybrzeże Costa Brava.

12.08.2017 r.
Stolicę Katalonii opuściliśmy około 8:00 rano. Dalej nie mogliśmy uwierzyć, iż zamiast małego auta odebraliśmy dużego, „ekonomicznego-inaczej” Opla Mokkę. Początkowy zachwyt z samochodu studził każdy przejechany kilometr, a dokładnie jego dwucyfrowe spalanie, mimo spokojnej jazdy. Po około 2 godziny dojechaliśmy do naszego pierwszego celu Figueres – miasta znanego katalońskiego artysty – Salvadora Dalí.
Samochód postawiliśmy na parkingu przy hipermarkecie przy Carrer Dama d’Aragó, około 15-20 minut spacerem od Muzeum S. Dalí.
Placówka powstała w miejscu dawnego teatru, który spłonął pod koniec hiszpańskiej wojny domowej. Elewacje budynku zdobią chleb i jaja, symbole ,które artysta uważał za początek życia. Do obiektu weszliśmy po około 15 minutach czekania w kolejce (bilet 14 €).

Image

Salvador Dalí podobnie jak Pablo Picasso to jeden z ulubionych artystów Izy, nie muszę więc pisać jak wielkie towarzyszyły nam emocje. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od patio, gdzie znajduje się czarny cadillac, czyli Deszczowa taksówka z rzeźbą królowej Ester na masce. Po wrzuceniu monety i naciśnięciu przycisku wylewa się woda na siedzącego wewnątrz manekina. Nad instalacją unosi się łódź rybacka, niegdyś własność Gali – żony artysty. Na kolażu dodatkowo widać inne dzieła artysty.

Image

Image

Dawna scena teatralna jest głównym miejscem muzeum, pod nią w krypcie znajduje się ciało Salvadora Dalí.
Instalacja Twarz Mae West, która może być używana jako surrealistyczne mieszkanie

Image

Rozpływający się ser zainspirował artystę do namalowania obrazu – „Trwałość pamięci”.
Na kolażu dodatkowo widać Uśmiechniętą Venus i obraz pokazujący fascynację artysty atomem oraz żoną Galą.
Image

Na nas zrobił wrażenie obraz nagiej Gali patrzącej w morze, który z dalszej perspektywy, a najlepiej patrząc przez pryzmat obiektywu zamienia się w portret Abrahama Lincolna.

Image

Image

Image

Image

Z głównej części wystawy przeszliśmy do Wieży Gali, gdzie znajduje się kolekcja biżuterii zaprojektowanej przez hiszpańskiego artystę.

Image

„W telewizji mówią, w telewizji grają. Jednostki nadają, miliony odbierają. Chcesz czy nie chcesz zrobią Ci z głowy jajo.”

Image

Muzeum zrobiło na nas ogromne wrażenie, po wyjściu z niego skierowaliśmy się do auta. Następnym punktem na mapie było kolejne miejsce związane z katalońskim surrealistą – Port Lligat.

Malownicza wioska, położona na wybrzeżu Costa Brava była jednym z miejsc, w którym mieszkał kataloński artysta wraz żoną. Trasa z Figueres wynosi ok 40 km, jednak jest ona stroma i kręta. Przejazd do sąsiadującego z Port Lligat – Cadaqués zajał nam godzinę, a kolejne 60 minut stanowił dojazd w korku do domu geniusza i znalezienie parkingu dla naszych 4 kółek. Mieliśmy wrażenie jakby pomysł zobaczenia tego miejsca miała cała Katalonia, na domiar złego okazało się, że biletów do muzeum, na dziś i na kolejny tydzień brak. Na pocieszenie, została nam możliwość zobaczenia ogrodów (wejście 5 €) znajdujących się przy dawny domu Dalego.
Z daleka można dostrzec znajdujące się na budynku 2 maski oraz podobnie jak w muzeum w Figueres – olbrzymie jaja.

Image

Image

Image

Posiadłość a dokładnie jej architektura odpowiada charakterowi artysty. Poza basenem znajduje się tu budka telefoniczna, baldachim czy nosorożcoptak. Nie dziwi nas, że malownicze położenie miało tak wielki wpływ na prace artysty. Też byśmy mogli tu mieszkać.

Image

Image

Opuściliśmy Port Lligat późnym popołudniem, niestety musieliśmy obejść się smakiem i nie udało nam się ani pospacerować po urokliwym Cadaqués, ani nie zwiedziliśmy zamku Gali „Castillo de Púbol” zaliczanego do tzw. Trójkąta Dalego (Figueres, Port Lligat, Púbol).
Po około 2 godz. dojechaliśmy do nadmorskiego kurortu – Lloret de Mar. Tam mieliśmy zarezerwowany nocleg (Hotel Proa Astor – 340 zł nie polecamy). Chcieliśmy poznać tę inną stronę Katalonii. Wieczorem wtopiliśmy się w nocne, imprezowe życie miejscowości.

13.08.2017
Lloret de Mar jest jednym z najpopularniejszych ośrodków wypoczynkowych w Hiszpanii. Fani polskiego ambitnego, niezależnego kina mogą kojarzyć miejscowość z paradokumentu o mięsnym jeżu pt: „Pamiętniki z wakacji”.
Lloret ze względu na sporą ilość dyskotek przyciąga w dużej mierze ludzi młodych. Można tu spotkać imprezowiczów z wielu krajów.
Mimo krótkiej nocy to wstaliśmy dość wcześnie, po 9:00 podziwialiśmy już uroki miejscowości.
Z jednej strony plaży znajduje się zamek (Castell d’en Plaja) z drugiej natomiast pomnik Dona Marinera, przedstawiający kobietę z wyciągniętą ręką, pozdrawiającą wracających z połowu tutejszych rybaków.

Image

Image

Z obu lokalizacji rozciąga się niezwykły widok na okolicę. Ze wzniesienia, gdzie stoi monument można dostrzec drugi z zamków (Castell de Sant Joan).

Image

Po odpoczynku na tutejszym piasku pojechaliśmy do Tossa del Mar. Miejscowość wizualnie bardzo podobna jest do poprzedniczki, jednak zdecydowanie ma bardziej charakter familijny. Podobnie jak w Lloret jest tu duża plaża oraz zamek (Castell de Tossa del Mar).

Image

Image

Warto wspiąć się na budowlę, by móc podziwiać piękną panoramę wybrzeża. Tuż obok, między klifami znajduje się kameralna plaża.

Image

Polecamy również spacer wąskimi, urokliwymi uliczkami.
Po kolejnym przystanku na tutejszym gorącym pisaku, ruszyliśmy w kierunku Barcelony. Zanim oddaliśmy auto, zostawiliśmy bagaże w hotelu Sercotel Barcelona Gate Hotel (polecamy 180 zł ze zniżka makemytrip) leżącego w Sant Joan Despí, gdzie mieliśmy zarezerwowane ostatnie 3 noclegi.

14.08.2017 r.
Poranek minął dość leniwie, odespaliśmy krótką noc w Lloret de Mar. Z pobliskiej stacji SKM w ramach biletu T-10 dojechaliśmy do centrum Barcelony.
Przed 12:00 zameldowaliśmy się w Park Güell i weszliśmy (8 € szt.) podziwiać ogrody zaprojektowane przez A.Gaudiego. Kataloński architekt stworzył to miejsce na życzenie jego przyjaciela, majętnego przemysłowca Eusebi Güella.
Docelowo miało to być osiedle domków jednorodzinnych dla zamożnych Katalończyków. Inwestycja jednak nie cieszyła się powodzeniem i z ambitnego projektu powstało jedynie kilka budowli, natomiast władze Barcelony odkupując teren zamieniły go w park.

Image

Uwagę zwracają m.in.:
Sala Kolumnowa (tzw. Sala Stu Kolumn choć jest ich 86), która jest centralnym pawilonem i miał służyć jako targ. Na prowadzących do niej schodach można podziwiać pokrytą mozaiką salamandrę, czy węża na tle katalońskiej flagi.
Tuż nad nimi znajduje się słynny barceloński taras (nazwany przez architekta teatrem greckim, po to by mieszkańcy mogli mieć możliwość oglądania spektakli ze swoich balkonów)z pofalowaną długą na 110 metrów ławką. Lożę zdobi mnóstwo małych kawałeczków ceramiki, gdzie dominują trzy kolory: żółty, zielony, niebieski, które dla Gaudiego reprezentowały miłość, nadzieję i wiarę.
Długie kolejki ustawiają się przed domem, w którym mieszkał Gaudi i gdzie mieści się muzeum artysty (Casa-Museu Gaudí).

Image

Image

Image

Image

Image

Po ponad godzinie opuściliśmy teren parku i poszliśmy do pobliskiej stacji Vallcarca, metrem dojechaliśmy do [b]Placu Espanya. Z tutejszego dworca ruszyliśmy pociągiem (R5) w kierunku Montserrat, gdzie zlokalizowany jest jeden z najsławniejszych klasztorów na świecie (cena biletu łączonego z szynobusem jadącym na szczyt 11,65€, czas podróży z Barcelony to około 90 minut).
Usytuowany na wysokości ponad 1000 m n.p.m obiekt sakralny ma szczególne znaczenie dla mieszkańców tego regionu, znajduje się tu figurka Czarnej Madonny, patronki Katalonii.
Poza kościołem jest tu również muzeum z dziełami znanych artystów oraz zlokalizowanych jest wiele tras trekkingowych oraz wspinaczkowych. Kolejkami linowymi możemy dostać się do innych atrakcji tj. Świętej Groty (Santa Cova) czy stacji Sant Joanzwiązanej z rejonem grot pustelników i punktem widokowym.
Warto podczas pobytu w Katalonii odwiedzić to miejsce, spacer po masywie robi ogromne wrażenie.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Opcji dojechania do Montserrat z Barcelony jest wiele:
autobus 5,10€ w jedną stronę szczegóły http://www.montserrat-tourist-guide.com … t-bus.html
pociąg z dworca Pl. Espanya w Barcelonie + kolejka (linowa ze stacji Aeri de Montserrat lub szynobus ze stacji Monistrol de Montserrat) szczegóły
https://www.aeridemontserrat.com/en/timetable-fares/
http://www.cremallerademontserrat.cat/e … ural-park/

Trasę powrotną zaplanowaliśmy z przesiadką na stacji w Martorell, tam mieliśmy dogodne połączenie linią R4 do stacji San Joan Despi gdzie znajdował się nasz hotel. Dzięki rozmowie z poznaną w Montserrat sympatyczną parą ( pozdrawiamy Was Agnieszka i Willi 🙂 droga minęła nam błyskawicznie.

15.08.2017 r.
Podróżowanie po Katalonii pociągiem jest bardzo wygodnym rozwiązaniem. Region posiada rozbudowaną sieć kolejową. Dla wielu wadą mogą okazać się ceny biletów. Przeglądając oferty na stronie głównego narodowego przewoźnika RENFE – renfe.com możemy momentami złapać się za głowę. Mało kto wie, że tamtejsza wyszukiwarka nie uwzględnia wielu tańszych, regionalnych połączeń. Te w przypadku Katalonii możemy znaleźć na stronie http://rodalies.gencat.cat
I tak w rozsądnej cenie możemy dojechać do Girony, Figueres czy Tarragony, tą ostatnią miejscowość postanowiliśmy odwiedziliśmy tego dnia (pewnie gdybyśmy odkryli tą stronę wcześniej to nie wypożyczalibyśmy auta).
Do miasta położonego około 80 km na południowy – zachód od Barcelony dojechaliśmy z dworca Barcelona-Sans w ponad godzinę (bilet 8,05 €).
Historia początków miasta sięga starożytności. Początkowo mieszkali tu Iberowie i Kartagińczycy, w III wieku p.n.e. osiedli się tu Rzymianie i to właśnie wtedy miasto przeżywało lata swojej świetności.
Dziś największą atrakcją Tarragony są ruiny z tamtego okresu.
Na początek wybraliśmy się zobaczyć pozostałości akweduktu (The Ferreres Aqueduct), które znajdują się na obrzeżach miasta. By tam dojechać komunikacją miejską należy wsiąść w jeden z autobusów linii 5, 71, lub 85(bilet 1,5 €), które zatrzymują się przy Pont del Diable (przystanek na żądanie). Obiekt zlokalizowany jest w ogromnym parku. Akwedukt jest doskonale zachowany i można się po nim przejść.

Image

O ile dojazd do Pont del Diable nie jest problemem, o tyle powrót do miasta to już wyższa szkoła jazdy. Najbliższy przystanek L’Ebre, z którego jadą autobusy w kierunku centrum Tarragony znajduje się za Pont del Diable, po drugiej stronie wylotówki około 15 minut spacerem (idąc na północ). Nam się jednak udało wrócić do miasta z hiszpańską rodziną, którą tam poznaliśmy.
W Tarragonie wysiedliśmy przy ruinach Forum Rzymskiego.

Image

Idąc w kierunku morza odwiedziliśmy dawny Amfiteatr oraz Arenę Cyrkową.

Image

Image

Po lewej stronie zdjęcia umieszczonego poniżej, widać fotografię, która ukazuje jeden z symboli miasta Castell – wieżę budowaną z ludzi. Tradycja wywodzi się z XVIII i w 2010 roku została wpisana na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO. Przy (Rambla Nova) znajduje się ich pomnik Monumento als Castellers składający się z 219 ludzkich figur symbolizujących wieżę.

Image

Warto odwiedzić Tarragonę podczas świąt czy licznych imprez, wtedy organizowane są pokazy Castells.
Chwila przerwy przy Katedrze.

Image

Spacerując wąskimi uliczkami Tarragońskiej starówki poszliśmy w kierunku dworca kolejowego skąd wróciliśmy do Barcelony.

16.08.2017 r.
To był nasz ostatni dzień w Katalonii. Spakowani ruszyliśmy kolejką na Plac Kataloński. W mieszczącej się nieopodal przechowalni bagażu (lockerbarcelona) przy Carrer d’Estruc 36, zostawiliśmy walizkę 3,60 €.
Naszym celem był spacer śladami katalońskiego artysty – Joana Miró. Kilka dni wcześniej w okolicach barcelońskiego portu napotkaliśmy na jedno z dzieł Hiszpana. Spacerując przez La Rambla przyjrzeliśmy się słynnej mozaice wkomponowanej w deptak. Kolejnym naszym celem było muzeum artysty znajdujące się na Wzgórzu Montjuïc (Wzgórze Żydowskie).
Na wzniesienie dostaliśmy się kolejką linową ze stacji Paral-lel, po drodze przy Klasztorze Sant Pau del Camp znajduje się mural poświęcony artyście.

Image

Wjazd na górę trwa około 5 minut, tyle też zajęło nam przejście z przystanku do gmachu muzeum, gdzie jak się okazało trwał… strajk pracowników placówki i tego dnia zwiedzanie obiektu było niemożliwe. Czarna passa z hiszpańskimi muzeami została więc podtrzymana.
Całe szczęście na Wzgórzu Montjuïc jest wiele atrakcji.
My wybraliśmy się na stadion Estadi Olímpic Lluís Companys, będący areną dla olimpijczyków w 1992 r. Tuż obok niego znajduje się słynna wieża telekomunikacyjna, kształt której nawiązuje do zawodnika trzymającego płomień.

Image

Jeżeli jesteśmy przy sporcie to warto dodać, że wzgórze było częścią toru wyścigowego F1 do czasu feralnego wypadku w 1975 r.
Schodząc w kierunku Placu Espanya, zaszliśmy na taras widokowy znajdujący się przy Palau Nacional, w którym mieści się Narodowe Muzeum Sztuki Katalońskiej – MNAC (Museu National d’Art de Catalunya).Wieczorem przy pobliskich fontannach odbywają się spektakle łączące siły wody, światła i dźwięku.
Trasa od Stadionu Olimpijskiego do okolic Placu Espanya połączona jest ruchomymi schodami, stanowi więc łatwą przeprawę z i na Wzgórze Montjuïc.

Image

Z pobliskiej stacji metra udaliśmy się ostatni raz na Barcelonetę, wieczorem kolejką z Passeig de Gràcia dojechaliśmy do lotniska, gdzie spoglądając na znajdującą się tam mozaikę Joana Miró pożegnaliśmy się z hiszpańskimi artystami i Katalonią.

P.S.

Podróż zainspirowała Izę do namalowania tego oto dzieła.

Image

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s