Oslo na weekend: tajemnice Holmenkollen, S.Przybyszewski a E.Munch i G.Vigeland

Ta podróż już od samego początku nie układała się po naszej myśli. Zaplanowaliśmy z żoną, aby w pierwszy weekend września 2016 roku odwiedzić Norwegię. Szkic wyjazdu był następujący: w sobotni poranek chcieliśmy wylecieć Wizzerem z Gdańska do Bergen (tam spędzić prawie cały dzień), aby następnie nocnym pociągiem, jedną z najpiękniejszych tras kolejowych na świecie, wyruszyć do stolicy Norwegii. Niedzielę mieliśmy przeznaczyć na spacer po Oslo i wieczorem z lotniska Rygge wrócić do Gdańska.
Jak się okazało jedynym dniem w tygodniu, w którym nie jest realizowana podróż wspomnianą wcześniej trasą tzw. „Bergensbanen” jest sobota! Do dziś zadaje sobie pytanie „dlaczego?”.
Nastąpiła szybka burza mózgów i decyzja, że spędzamy weekend w samym Oslo. Wylot porannym Wizzerem w sobotę do Oslo Torp-Sandefjord i wieczorny powrót do Gdańska niedzielnym Ryanairem wydawał się sensownym rozwiązaniem.
Ceny biletów lotniczych kształtowały się w okolicach 100 zł za osobę. Nocleg zarezerwowaliśmy sobie na Airbnb za około 200 zł.
W między czasie trwała telenowela dotycząca wprowadzenia przez Norwegię dodatkowego podatku pasażerskiego dla tanich linii lotniczych. Kilka dni później otrzymaliśmy więc kolejny cios. Ryanair poinformował nas o doliczeniu 38 zł za bilet w związku z ww. podatkiem.
Światełkiem w tunelu była wiadomość od mieszkającego w Norwegii znajomego (dzięki Paweł), który oświadczył, iż przyjedzie po nas w sobotę na lotnisko w Sandefjord i potowarzyszy nam w zwiedzaniu stolicy.
W podróży powrotnej z Oslo do Rygge, „pomógł” nam Nettbuss. Zakupiliśmy bilety po 89 NOK/45 zł za sztukę.

03.09.2016 r.
Nadszedł dzień wyjazdu. Zameldowaliśmy się na lotnisku w Gdańsku około godziny 5:00. Planowany wylot 6:25-przylot 7:45. Przeszliśmy kontrolę bezpieczeństwa i wtedy zabrzmiał mój telefon, był to sms od węgierskiego przewoźnika – „Landryny” z wiadomością o opóźnieniu lotu o około 2 godziny. To dopiero był początek oczekiwania. Nasza cierpliwość skończyła się tak szybko jak pakiet pocieszenia od Wizzara. Na dobicie nas, bramkę obok, zadowoleni pasażerowie Ryannaira polecieli w kierunku lotniska w Rygge. Przestaliśmy myśleć o tym co zobaczymy w Oslo, ale czy w ogóle tam dolecimy. Cały plan wycieczki runął. W sumie minęło 5 godzin kiedy wsiedliśmy do samolotu. Po godzinie 13-tej wylądowaliśmy szczęśliwie na lotnisku w Sandefjord. Na pocieszenie towarzyszyło nam piękne słońce.
Tam już czekał Paweł i razem z nim, autem ruszyliśmy w kierunku stolicy. Droga do Oslo przypominała nam trasę ze szwedzkiego lotniska Skavsta do Sztokholmu. Jezdnie poprowadzone między skałami, piękne surowe krajobrazy z drewnianymi domkami w tle. Mijaliśmy kolejne tunele, a gdzieniegdzie przebijały się wody Oslofjordu. Nos miałem przyklejony do szyby jak dzieciak przechodzący obok sklepu z zabawkami. Nie mogliśmy nacieszyć oczu.
Po ponad godzinie jazdy dotarliśmy do stolicy. Po konsultacji z Pawłem pojechaliśmy w najbardziej oddalone od centrum miejsce, które chcieliśmy zobaczyć tj. skocznię Holmenkollen.
Dojechaliśmy tam oczywiście nie bez problemów. Trafiliśmy na „korek”. Jak się na miejscu okazało spowodowany on był rozgrywanymi w tym czasie sportowymi zawodami typu Runmageddon.

Setki uczestników i duża ilość kibiców robiło wrażenie. Podobnie jak sam obiekt, który składa się z kilku skoczni, tras dla biatlonistów i narciarzy(również astmatyków). Kompleks sportowy położony jest w najwyższym miejscu stolicy. Stąd rozpościera się piękny widok na miasto i Oslofjord.
Sama skocznia kojarzyła mi się do tej pory z Adamem Małyszem. To tutaj 17 marca 1996 roku skoczek z Wisły odniósł swoje pierwsze zwycięstwo w zawodach Pucharu Świata. Moje zaciśnięte wtedy kciuki i dmuchanie w telewizor, pod narty lecącego A. Małysza pomogły.

Z innych ciekawostek warto dodać, że skocznia do 1986 roku pełniła rolę najpilniej strzeżonego obiektu militarnego w Norwegii. Ukryty tuż pod nią, pięciopiętrowy kompleks, w przypadku wybuchu III wojny światowej miał pełnić funkcję centrum dowodzenia obrony kraju. Pracownicy by się do niego dostać, przebierali się za…narciarzy.
Spacerując po obiekcie natrafiliśmy na muzeum narciarstwa znajdujące się wewnątrz skoczni oraz pomniki: Olafa V – króla Norwegii (wybitnego sportowca) i Fridtjofa Nansena – oceanografa, badacza polarnego.

Wejście na trybuny skoczni jest bezpłatne, tam też odpoczywaliśmy podziwiając zawody sportowe. Pogratulowaliśmy biegaczom występu i pojechaliśmy zostawić bagaże w zarezerwowanym na noc mieszkaniu.

Po drodze zatrzymaliśmy się a moment przy restauracji pod Holmenkollen, obok której znajdował się taras widokowy.

Po dotarciu do centrum Oslo pożegnaliśmy się z Pawłem, zostawiliśmy rzeczy w pokoju i ruszyliśmy w miasto.

Spacerując minęliśmy budynek Parlamentu (Stortingsbygningen) i doszliśmy do Ratusza Miejskiego (Rådhus), w którym corocznie odbywa się ceremonia wręczenia Pokojowej Nagrody Nobla.

Obok budynku natknęliśmy się na pomnik… nurka (Dykker).

Idąc wzdłuż wybrzeża dotarliśmy do jednego z najważniejszych punktów wycieczki – Norweskiej Opery Narodowej (Operahuset).

Budynek znajdujący się w dzielnicy Bjørvika z daleka przypomina dryfującą górę lodową, nawiązującym do norweskiego krajobrazu, co było zamysłem architekta . Opera ma też polski akcent tzn. drewniane wykończenie wewnątrz budynku barwione było w naszym kraju. Sam obiekt doskonale sprawdza się też jako punkt widokowy. Widać z niego nawet odległe Holmenkollen. Podczas naszej obecności, na fasadzie obiektu gościł napis „WAR”, który nawiązywał do granej aktualnie opery pt. „War Requiem”.

Po przerwie spędzonej na dachu budynku, ruszyliśmy w kierunku głównej, najbardziej reprezentacyjnej ulicy w Oslo tj. Karl Johans Gate. Spacerując podziwialiśmy architekturę miasta.

Długa, prosta ulica doprowadziła nas do Pałacu Królewskiego (Slottet). Zaskoczeniem dla nas był fakt, iż wartę przy ww. obiekcie pełniły również kobiety.
Pomachaliśmy rodzinie królewskiej i wróciliśmy do naszego lokum.

Dzień drugi

Pobudka. Ucieszyła nas słoneczna aura za oknem. Dzięki uprzejmości właściciela mieszkania mogliśmy przechować u niego bagaże do wieczora. Około godz. 9:00 byliśmy gotowi na kolejny dzień zwiedzania miasta. Zaczęliśmy spacer od pobliskiej, najbardziej alternatywnej i nietuzinkowej dzielnicy w Oslo tj. Grünerløkka. Liczyliśmy, że poczujemy się jak na londyńskim Camden Town, czy kopenhaskiej Chrystianii. Natomiast jedyne co poczuliśmy w tym miejscu to… opary wczorajszej nocy. Tętniąca życiem dzielnica jeszcze spała. Słynny pchli targ (Blå marked) dopiero się rozstawiał.

Snując się pustymi uliczkami podziwialiśmy wszechobecny tutaj „street art”. Uwagę przykuwały obecne tutaj na każdym kroku dzieła lokalnych artystów. Opuściliśmy z niedosytem Blå i poszliśmy w kierunku pobliskiego przystanku komunikacji miejskiej przy Hausmanns gate. W sklepie udało nam się kupić bilety (33 NOK sztuka/17 zł) i tramwajem nr 12 ruszyliśmy w kierunku Parku Frogner nazywanym Parkiem Vigelanda. Przejazd przez główne ulice miasta trwał około 17 minut. Wysiedliśmy na przystanku Vigelandsparken przy bramie do parku.

Miejsce składa z 212 rzeźb z kamienia i brązu, ukazujących łącznie prawie 600 postaci. Centralnym miejscem jest Monolit – ogromna kamienna kolumna składająca się z sylwetek nagich ludzi. Jedną z postaci jest autoportret autora Gustava Vigelanda. Wrażenie robią fontanny oraz ręcznie kute ogrodzenie. Wejście do parku jest bezpłatne a samo miejsce jest zdecydowanie obowiązkowym punktem, który trzeba zobaczyć w Oslo.

Warto w tym miejscu dodać, iż wielkimi entuzjastami talentu norweskiego rzeźbiarza byli polski pisarz – Stanisław Przybyszewski i jego żona Dagna Juel Przybyszewska, którzy zorganizowali pierwszą wystawę prac artysty poza granicami Norwegii.
Wątek państwa Przybyszewskich z Parku Vigelanda doprowadził nas do Galerii Narodowej w Oslo (Nasjonalmuseet) przy Universitetsgata 13 . Spacerem, snując się bocznymi ulicami stolicy, mijając park przy Pałacu Królewski dotarliśmy do ww. muzeum.

Co mają wspólnego Przybyszewscy z Galerią w Oslo? Odpowiedź: Edvard Munch.
Norweski malarz, był wielkim przyjacielem Polaka. Wraz z Dagną Juel Przybyszewską tworzyli miłosny trójkąt. Relacje między trojgiem miały odzwierciedlenie w twórczości pisarza jak i malarza. Owocem jest m.in. obraz „Zazdrość” na którym widać całą trójkę.
Jednak najbardziej rozpoznawalnym dziełem E. Muncha jest „Krzyk”. Autor namalował swój najsłynniejszy obraz będąc pod wrażeniem poematu S. Przybyszewskiego – „Requiem aeternam” („Msza Żałobna”). Wykonał go w czterech wersjach. Jedna z nich aktualnie znajduję się w Galerii Narodowej, dwie w Muzeum Muncha również w Oslo, a ostatnia trafiła w 2012 roku, w ręce amerykańskiego miliardera za kwotę 120 milionów dolarów.

Wejście do muzeum kosztowało nas 100 NOK/50 zł za osobę. Poza dużą kolekcją dzieł E.Muncha, swoje prace mają tu m.in. P. Picasso czy H.Matisse. Na spokojne przejście całej wystawy potrzeba co najmniej godziny. Warto dodać, że obecnie muzeum można zwiedzać za darmo w czwartki.
Z Galerii Narodowej ruszyliśmy w kierunku naszego apartamentu. Odebraliśmy swoje bagaże i poszliśmy na Dworzec Główny w Oslo. Stąd autobusem Nettbuss, jadąc piękną trasą E18 wzdłuż Oslofjordu pożegnaliśmy się ze stolicą Norwegii. Po około godzinie, wysiedliśmy na przystanku w Rygge i spacerem doszliśmy do lotniska. Lot powrotny całe szczęście minął bez przygód.

Podsumowanie
Przez nasze problemy z dotarciem do Oslo musieliśmy zmienić plan zwiedzania miasta. Nie udało nam się zobaczyć nowoczesnej dzielnicy Aker BryggeWzgórza Ekeberg z widokiem na miasto i miejscem, w którym Munch namalował „Krzyk, czy wreszcie muzeum samego artysty.
Przy planowaniu podróży warto wziąć pod uwagę wysokie ceny…wszystkiego tj. noclegu, wyżywienia czy transferu z lotniska Torp – Sandefjord, z którego latają tani przewoźnicy. Dojazd z niego do Oslo jest droższy od samego przelotu z Polski.
Stolica Norwegii jest bardzo drogim miastem, ale bogatym w atrakcje. Wiele miejsca można zobaczyć bezpłatnie odpowiednio planując wyjazd. Polecamy Oslo na weekendową podróż.
Poniżej mapa z zaznaczonymi atrakcjami miasta. 

źródło: touristmap.org

Zapraszamy do odwiedzenia i polubienia naszego profilu https://www.facebook.com/Pinezkiz3city na portalu Facebooku, tam znajduje się film dokumentalny dotyczący tajemnic skoczni w Holmenkollen.
Zachęcamy również do śledzenia naszych kolejnych relacji.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s